+
Maria Magdalena ze swoim pośpiechem - bo jak pisze św. Jan "pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno udała się do grobu" - jest mi taka bliska, jak zresztą każdemu człowiekowi. Bo któż z nas nie przeżywał już albo jest w trakcie doświadczenia, kiedy grób staje się bliższy, niż był przedtem? Nie dlatego tak piszę, że z biegiem lat człowiek czuje zbliżającą się własną śmierć, ale dlatego, że śmierć zabrała osobę bliską, może - najbliższą. Chodzę więc na cmentarz. A przecież nie spotykam już kochanej osoby, którą Bóg postawił na mojej drodze, ale spotykam samego siebie, moje wspomnienia, mój żal i tak często mój wyrzut sumienia, że nie dość było się dobrym, serdecznym. Wiem, w grobie są tylko prochy, kości i wielkie milczenie. Ale chcę za każdym razem, gdy jestem nad grobem mojej mamy, mojej siostry i tylu innych, którym tak wiele zawdzięczam, nie tylko wzruszyć się, ale iść dalej - tam dokąd prowadzi mnie dzisiejsza Liturgia. Maria Magdalena tak bardzo pragnęła już być przy grobie - dlatego ten pośpiech i ten ból wielki a przed oczyma jej serca zmasakrowane Jezusowe ciało, które pragnęła jedynie namaścić. Martwiła się jak wejść do grobu. A oto "zobaczyła kamień odsunięty od grobu". Grób okazał się grobem pustym.
Więc znowu z pośpiechem pobiegła, aby powiadomić Piotra i Jana: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy gdzie Go położono". Nie wiedziała jeszcze, że to sam Pan prowadził ją tą drogą, na której dorastała do radosnej Tajemnicy Zmartwychwstania. Jak to dobrze, że wyszła naprzeciw, że pozwoliła się Jezusowi prowadzić. Bo "Jezus Zmartwychwstały niepokoi - jak pisze ks. Tadeusz Huk - wyrywa człowieka z zastoju, zasklepienia, pokazuje nowe perspektywy. Powoli, cierpliwie dotyka ludzkiego serca i otwiera na zaufanie, jest zawsze o krok przede mną w drodze, gdy pojawia się pytanie o dobro, prawdę, sens życia, gdy pragnę uwierzyć, modlić się, to właśnie On obecny w moim życiu, to On wzywa, zaprasza, potwierdza, że JEST i chce być przy mnie, On zabity, a przecież żyjący. Światło zmartwychwstania prześwietla wszelki ból, zło, śmierć i tym światłem pragnie mnie objąć Jezus, jeżeli tylko zdecyduję się wyjść. Uwierzyć, że w moim życiu może się wiele zmienić".
Wraz z całym Kościołem stoję przed pustym grobem. Czy potrafię postawić sobie pytanie bardziej świadomie niż rok temu, co we mnie ma zmartwychpowstać? Życie każdego człowieka ma wielkie możliwości dzięki mocy Ducha Bożego. Dlatego może doświadczać sensu życia, cierpienia i śmierci - o czym zapewnia św. Paweł pisząc: "wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu". Żeby odkryć w sobie tę moc, muszę zgodzić się, aby wyjść naprzeciw radosnej Tajemnicy wypowiedzianej przez anioła: "Powstał z martwych i udaje się do Galilei. Tam Go ujrzycie".
W katedrze Holycross kończyła się Liturgia Wielkanocna. W bocznej nawie klęczała matka, której na imię było Maria. Przez wiele lat modliła się, aby jej dwaj synowie powrócili do wiary. Jej modlitwy były zajęte tylko tą jedną, jedyną intencją. W pewnym momencie podniosła wzrok i nagle nie dowierzając własnym oczom zobaczyła swoich synów stojących w drzwiach katedry. Co więcej, stali w długiej kolejce do konfesjonału. Ogarnęła ją radość i ogromna wdzięczność. Później dowiedziała się od synów, co sprawiło, że powrócili.
Tego dnia pogoda była okropna. Lało jak z cebra. Dwaj bracia wsiedli w samochód, aby pojechać na dyskotekę. Jadąc, na drodze zobaczyli starszego mężczyznę, który kulejąc szedł bez parasola. Nie było na nim suchej nitki. Zatrzymali samochód, aby go podwieźć. Mężczyzna zmierzał do katedry Holycross, do której miał jeszcze ze trzy mile. Gdy byli już przed bramą świątyni deszcz wciąż mocno padał. Pomyśleli, mając czas, dlaczego nie - zaczekają na niego, aby go odwieźć z powrotem. W tym czekaniu doszli do wniosku, że może lepiej wejść do środka. Chyba będzie przyjemniej niż w samochodzie. I wtedy, w czasie podniesienia przeistoczenie dokonało się również w nich. Podjęli decyzję.
Historia dwóch braci z nieznajomym na drodze do Holycross bardzo przypomina spotkanie na innej drodze, która prowadziła do innej wioski. Też było dwoje ludzi. Szli, zupełnie zrezygnowani, pozbawieni już wszelkiej nadziei z powodu tragicznych wydarzeń Wielkiego Piątku. I na tej drodze z Jerozolimy do Emaus spotkali Nieznajomego. Mimo że rozmowa na początku nie była dla nich przyjemna, oni jednak, jak mówi Pismo św., "przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Ten ich upór był błogosławiony, bo rozpoznali w Nieznajomym Zmartwychwstałego Jezusa przy łamaniu chleba. Właśnie wtedy, jak zaznacza Pismo św. - "oczy im się otworzyły".
Bracia jadący w kierunku Holycross byli zupełnie nieświadomi, iż usłużyli samemu Jezusowi. Ale ich uczynek wraz z żarliwą modlitwą matki sprawił, że doświadczyli mocy samego Boga.
Wychodzenie z ciemności, aby zaznać Światła wciąż trwa. Oby głos wołającego Kościoła był coraz lepiej słyszany:
"Zbudź się o śpiący i powstań z martwych a zajaśnieje ci Chrystus".
Bo Chrystus zmartwychwstał.
Prawdziwie zmartwychwstał.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Ez 37,12-14):
Tak mówi Pan Bóg: "Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam", mówi Pan Bóg.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 130,1-8):
REFREN: Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho *
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.
Pokładam nadzieję w Panu, +
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka, *
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,8-11):
A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.
EWANGELIA (J 11,1-45):
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to
powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
KOMENTARZ
Pan Jezus o chorobie Łazarza dowiedział się będąc w miejscu, którego faryzeusze i uczeni w Piśmie nie znali. Czyż nie mógł sprawić cudu uzdrowienia nawet z oddalenia - skoro wiedział w jakim stanie znajduje się Jego przyjaciel? Oczywiście, że mógł. Ileż bowiem razy uzdrawiał swoją mocą także na odległość. Ale Pan Jezus wtedy nic nie uczynił tylko odczekał kilka dni. Nie można tu nie zauważyć, że Jego opóźnione przyjście do Betanii ma swój głęboki sens. Po pogrzebie Łazarza w domu Marii i Marty pozostało wielu ludzi. Wśród nich byli tacy, którzy już uwierzyli, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem, Synem Bożym. I właśnie ta ich wiara, przede wszystkim wiara Marii i Marty została wystawiona na próbę. W tej maleńkiej Betanii, odległej zaledwie kilka kilometrów od Jerozolimy, Pan Jezus objawia, że jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem. Jest wzruszony, nawet płacze z powodu Łazarza - a z drugiej strony rozmawia ze swoim Ojcem i każe wyjść umarłemu z grobu. Ten cud sprawił, że wielu uwierzyło. Wiara wyraźnie wzmogła się, ale wzmogła się także i nienawiść. Bowiem religijni przywódcy widząc Boże dzieło nie tylko że nie uwierzyli, ale jeszcze bardziej zdeterminowali swój zamysł, że Jezus musi umrzeć za naród. Arcykapłan Kajfasz pierwszy wypowiedział to stare żydowskie przysłowie, które tak często później powtarzał: "Lepiej, żeby jeden człowiek umarł, niż żeby miał zginąć cały naród".
Patrząc na Marię i Martę w całym tym wydarzeniu muszę zapytać siebie co to znaczy żyć z Jezusem w przyjaźni. "Marta rzekła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga."
Tak łatwo jest oczekiwać od Boga spełnienia moich ludzkich zamierzeń. A jeżeli co innego wydarza się w moim życiu? Czy jestem gotów przyjąć scenariusz pisany ręką Boga?
Ks. Jezuita Tadeusz Hajduk tak komentuje tę próbę wiary: "Żyć w przyjaźni z Jezusem nie oznacza mieć Go na każde zawołanie, na spełnienie wszelkiej ludzkiej zachcianki. Jest to próba zarówno dla sióstr, jak i dla samego Łazarza. Mogli oni doświadczać podobnej pokusy, jakiej był poddany Jezus na krzyżu - Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeżeli Go miłuje". Zaś powrót Łazarza do życia wcale nie ułatwił mu życia. Będzie musiał jeszcze raz umrzeć i kto wie czy nie śmiercią męczeńską - skoro, jak pisze Ewangelia: "Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa".
Przyjaźń z Bogiem jest bardzo wymagająca, bowiem zaufanie Bogu przewyższa zdecydowanie ograniczone granice ludzkiego rozumienia. Wystarczy popatrzeć na przyjaciół Boga w Starym Testamencie chociażby na Noego, Hioba, Abrahama, Mojżesza - przed jak trudnymi sytuacjami stawiał ich Bóg, które całkowicie przekraczały możliwości ludzkiej kondycji.
To dzisiejsze ewangeliczne zdarzenie na przykładzie martwego Łazarza jest obrazem całej ludzkości pozostającej w grobie obwiązanej opaskami i chustami, które symbolizują grzechy. "Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi". I to co stało się przy grobie Łazarza było znakiem tego co odtąd dokonuje się w ludzkich sercach mocą Chrystusa - a dokonuje się wciąż cud wychodzenia na zewnątrz z egoizmu, z obojętności, z nieuporządkowanych przywiązań, a także z rozpaczy, w której zabrakło nadziei.
Św. Augustyn komentując dzisiejszą Ewangelię taką uczynił refleksję: "Czyż nie zmieszał się Chrystus nad grobem Łazarza, również po to aby i ciebie nauczyć, że i ty musisz zadrżeć, gdy widzisz siebie zgnębionego i zmiażdżonego ogromem grzechów? Przyjrzałeś się sobie, uznałeś się za winnego i powiedziałeś sobie: zgrzeszyłem, ale Bóg mi przebaczył! Popełniłem inny grzech, a Bóg ponownie odroczył karę. Wysłuchałem słów Ewangelii i wzgardziłem nimi. Zostałem ochrzczony, a mimo to popełniam ciągle te same grzechy. Co najlepszego czynię? Dokąd zmierzam? Jak mogę coś zmienić? Kiedy to mówisz, drży Chrystus, gdyż w tobie drży wiara. To drżenie daje nadzieję na zmartwychwstanie".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (1 Sm 16,1b.6-7.10-13a):
Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 23,1-6):
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego
Pan jest moim pasterzem: *
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć *
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
przez wzgląd na swoją chwalę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, *
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska *
są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz *
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem, *
a kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i laska pójdą w ślad za mną *
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana *
po najdłuższe czasy.
DRUGIE CZYTANIE (Ef 5,8-14):
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.
EWANGELIA (J 9,1-41):
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy,
jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.
KOMENTARZ
Słowo Boże minionej niedzieli odmieniło nie tylko Samarytankę, ale również wielu mieszkańców miasteczka Sychar. A stało się to możliwe między innymi dlatego, ponieważ ona przyprowadziła ich do Jezusa. Tylko Bóg jeden wie jak wielu ludzi, wciąż i nieustannie, umie patrzeć sercem. Wtedy można widzieć, nie oczami ciała, mówiącego do nich Pana.
Święty Antoni pustelnik spotkał na drodze swojego życia niewidomego chłopca i tak go pocieszał: "Mój drogi, ty wprawdzie nie masz takich oczu, jakie mają również kury i gęsi, a nawet muchy i komary. Ale za to masz takie oczy, jakie mają aniołowie - oczy, którymi można oglądać samego Boga i Jego światłość". Pamiętam ten szczegół jeszcze z wykładów patrologii, że ów chłopiec wyrósł na jednego z wielkich myślicieli Kościoła. Żył w IV wieku a po dziś dzień wymieniany jest w encyklopediach teologicznych pod nazwiskiem Dydym Niewidomy.
Dzisiejsza Ewangelia prowadzi człowieka przeżywającego Wielki Post do świętego miasta Jeruzalem, w którym znajduje się sadzawka Siloe - co się tłumaczy - Posłany. W tym właśnie miejscu odbyła się jedna z tych niezwykle głęboko wzruszających rozmów. Pan Jezus pyta niewidomego: "Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?" A on z całą prostotą mówi do Chrystusa: "A któż to jest, Panie, ażebym w Niego uwierzył?" I Jezusowa odpowiedź: "Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do Ciebie". Bo Pan Jezus już wcześniej przemówił do niego: "Idź, obmyj się w sadzawce Siloe". W ten sposób dał mu już jakiś znak rozpoznawczy, po którym można było poznać ten głos: Ten, którego słyszysz.
Chrystus Pan również i do mnie też przemówił kiedyś po raz pierwszy. Przecież w przeciwnym razie nie byłbym w Kościele, nie byłbym przy ołtarzu. A jednak dzisiejsza Ewangelia mnie niepokoi? Dlaczego? Ja wiem dlaczego. Jak bardzo gorliwi w służbie Bożej byli faryzeusze. Jak bardzo dobrze znali teksty Pisma świętego, które zapowiadały przyjście Jezusowe. A kiedy Oczekiwany stanął pośród nich - okazało się, że są kompletnymi ślepcami. I pozostali w swoich ciemnościach, ponieważ odrzucili Jezusa. Ten Jezus był zupełnie niepodobny do Mesjasza, na którego czekali. Zdziwieni pytają: "Czyż i my jesteśmy niewidomymi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomymi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: Widzimy, grzech wasz trwa nadal".
O. Jacek Salij pisząc o zaślepieniu twierdzi, że to nie jest tak, że człowiek czegoś nie widzi. "Owszem, widzi, ale widzi fałszywie, a jest święcie przekonany, że widzi prawidłowo. Człowiekowi czasem wydaje się wówczas, że jest mądrzejszy od Pana Boga. Wie, jakie jest Boże przykazanie, ale wydaje mu się, że znalazł drogę lepszą od tej, którą wskazuje Pan Bóg. Zarówno całe narody jak poszczególni ludzie już bardzo dużo ucierpieli od takich większych i mniejszych zbawicieli, co to lepiej od Pana Boga wiedzą, gdzie leży dobro i na czym polega szczęście".
Psalm 36 bardzo zwięźle mówi: "Zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi swej winy, by ją mógł znienawidzić".
A więc zdrowe oczy, dobry wzrok nie wystarczą do życia w pełni prawdziwego. Ilu ludzi cieszy się świetnym wzrokiem. Mogliby być pilotami samolotu odrzutowego. A od strony duchowej - są naprawdę niewidomymi. Pogrążeni w całkowitej ciemności.
Jest taki film p.t. "Noc jest moim królestwem". Akcja rozgrywa się w zakładzie dla ociemniałych. Niewidoma pensjonariuszka w pewnym momencie odzywa się do dyrektora tego zakładu, który ma zupełnie zdrowe oczy: Jakże ty jesteś ślepy!
Istnieje wiele form ślepoty. Dominikanin o. Flor McCarthy wymienia aż siedem przykładów:
Egoizm: czyni nas ślepymi na potrzeby drugich;
Niewrażliwość: nie czujemy, że jesteśmy powodem ranienia bliźnich;
Snobizm: nie widzimy, że każdy człowiek ma jednakową godność;
Pycha: zasłania nam kompletnie nasze własne błędy;
Uprzedzenie: przesłania nam prawdę;
Pośpiech: sprawia, że po prostu nie widzimy piękna otaczającego nas świata;
Materializm: powoduje, że nie odczuwamy w sobie potrzeby duchowych wartości.
To są takie ciężkie kotary, które zasłaniają okna naszych oczu i wtedy już nie widać ani dobra, ani prawdy, ani piękna. W świetle dzisiejszego Słowa Bożego staje się bardziej zrozumiałe zdanie, które powiedziała Helen Keller, niewidoma od dzieciństwa: "Największym nieszczęściem jakie może spaść na człowieka nie jest to, że urodzi się niewidomym, ale że mając oczy, wciąż nie jest w stanie widzieć".
Dlatego przyszedł Jezus. Sam o sobie mówi, że przyszedł "otworzyć oczy niewidomym". Jeżeli sprawił cud uzdrawiając niewidomego od urodzenia, to przede wszystkim po to, "aby się na nim objawiły sprawy Boże". Chrystus mówi o sobie: "Jestem światłością świata". To On otworzył oczy Zacheuszowi, Marii Magdalenie i dobremu łotrowi. I wciąż otwiera tym wszystkim, którzy się przyznają, że pogubili się na drodze swojego życia.
Panie Jezu, proszę Cię, wyrzuć z mojego serca faryzejskiego demona, którego wciąż widzę jak siedzi we mnie głęboko i spraw, aby moje oczy doznały Twojego dotyku - bo wtedy rozpoznaniu Twojej obecności i usłyszeniu Twojego głosu nie będzie towarzyszyć żadna wątpliwość.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Wj 17,3-7):
Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 95,1-2.6-9):
REFREN: Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem
Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, *
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, *
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.
Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padajcie na twarze, *
zegnamy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem, *
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.
Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: +
"Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, *
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, *
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła".
DRUGIE CZYTANIE (Rz 5,1-2.5-8):
Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.
EWANGELIA (J 4,5-42):
Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy,
ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.
KOMENTARZ
Wielki Post, który teraz trwa, daje mocny impuls, aby uświadomić sobie, że sam siebie nie potrafię nawrócić. Najpierw przede wszystkim potrzebne jest Boże zaproszenie. Tylko, żeby zobaczyć ten zapraszający gest Boga skierowany do mnie, tu i teraz, żeby właściwie go odczytać - musi być we mnie wzmagająca się potrzeba szukania dróg wyjścia z mojej dotychczasowej mielizny, w której grzęznę.
Dzisiejsze Boże Słowo daje mi tę szansę. Mogę w niej zobaczyć w jakiej jestem sytuacji, bo nie trudno jest zauważyć siebie chociażby w tym szemrzącym na pustyni tłumie przeciwko Mojżeszowi, a głębszym sensie przeciwko Bogu. Wystawiają Pana na próbę - co jest znakiem zatracenia zaufania. Jakby poszły w niepamięć wielkie Boże dzieła, które wyprowadziły umiłowany naród z miejsca niewoli i już ci wybrani nie widzą, że wciąż nadal są prowadzeni Bożą mocą ku ziemi wyzwolenia. Pan Bóg mimo tego nie widzenia ze strony człowieka nie cofa swojego ukochania i nie zaprzestaje ocalać ludzki ród, ale konsekwentnie przybliża czas całkowitego wypełnienia swojego objawienia w swoim Synu. Wyprowadzając z twardej skały wodę czyni ją istotnym elementem zbawienia. Widać to wyraźnie w dzisiejszej Ewangelii w rozmowie Pana Jezusa z Samarytanką, który prosi ją o kubek zwykłej wody. I poprzez taką zwyczajną potrzebę jaką jest zaspokojenie pragnienia z powodu zmęczenia i upału Chrystus pragnie dać jej "żywą wodę", która potrafi ożywić w człowieku prawdziwe życie. Samarytanka gotowa jest przyjąć Jego dar. Jest to widoczne - bo ona potrafi słuchać z całkowitą zgodą na to co mówi Jezus o jej prawdziwym wnętrzu, które jest bardzo skomplikowane pod względem moralnym. Ta wiedza jest konieczna dla niej, tak jak i dla każdego grzesznika, aby mieć świadomość swoich grzechów, swojego zagubienia, swojej niemocy - bo tylko wtedy można otrzymać Boży dar, który daje ratunek. Daje możność uchwycenia się ręki Boga.
Samarytanka jest tutaj wyobrażeniem przyszłego Kościoła. Słuchając Jezusa, który mówi o jej ranach z dobrocią i wyrozumiałością doznaje oczyszczenia i ogarnia ją pragnienie, aby powiedzieć swoim mieszkańcom Samarii kogo spotkała. Pozostawia swój pusty dzban, który symbolizuje jej życie. Przyszła do studni po zwykłą wodę nie wiedząc, że otrzyma wodę żywą. To przeżycie jest dane każdemu grzesznikowi, który ma odwagę przyznać się do swoich grzechów, a z których sam uwolnić się nie potrafi. "Gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" buntującymi się przeciw Bogu - to Boży Syn sprawił, że z krzyża przygarnął nas do siebie. On jest tym ziarnem pszenicznym wrzuconym w ziemię, aby na niej obumrzeć, by w ten sposób przynieść wiele owoców. Ta świadomość Jego misji była dla Niego pożywieniem. Wzmacniała Go - co widać kiedy uczniowie wracają z miasteczka z żywnością i dziwią się, że nie chce jeść. A Jezus mówi: "Ja mam pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie. Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał i wykonać Jego dzieła".
Świadectwo Samarytanki spowodowało, że mieszkańcy przyszli spotkać Chrystusa i słuchając tego co mówił uwierzyli: "Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, ale na własne uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata". Bo Jezusowe nauczanie o Bożym Królestwie skierowane jest nie tylko do narodu wybranego, ale do wszystkich ludzi. Dlatego mówi o wielkim żniwie, które potrzebuje wielu żniwiarzy. Wystarczy podnieść oczy i popatrzeć na pola, jak bieleją na żniwa - bo każdy człowiek wyczekuje Ewangelii i może, jeżeli zechce, przyjąć Prawdę. Tylko Dobrą Nowinę trzeba głosić światu i żeby miał Ją kto głosić - najpierw prośmy Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje, bo robotników jest coraz mniej, a żniwo coraz większe.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Rdz 12,1-4a):
Pan Bóg rzekł do Abrama: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi". Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 33[32],4-5.18-19.20.22):
REFREN: Mamy nadzieję w miłosierdziu Pana
Słowo Pana jest prawe, *
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość, *
ziemia jest pełna Jego łaski.
Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, *
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci *
i żywił ich w czasie głodu.
Dusza nasza oczekuje Pana, *
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska *
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.
DRUGIE CZYTANIE (2Tm 1,8b-10):
Najdroższy: Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga, który nas wybawił i wezwał świętym wezwaniem, nie dzięki naszym czynom, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami, ukazana natomiast została teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię.
EWANGELIA (Mt 17,1-9):
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie". Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się". Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".
KOMENTARZ
Pan Jezus prowadzi człowieka "na górę wysoką osobno", aby pokazać coś zupełnie niewyrażalnego słowami. Mówimy - Przemienienie Pańskie. Jaki jest kontekst tego wydarzenia? Tuż przed górą Tabor Chrystus zapowiada, że "musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie". I zaraz dodaje, mówiąc wyraźnie swoim uczniom: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje".
Po zejściu zaś z góry Tabor znowu zapowiada swoją mękę. Uzdrawia epileptyka, który był pod mocą złego. A zdziwionym uczniom: "Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?" odpowiada: "Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem".
Góra Przemienienia jest więc jakby otoczona Górą Kalwarii.
O. Jacek Salij pisząc o Górze Przemienienia i o Górze Kalwarii tłumaczy, że "jest to ta sama góra jedności człowieka z Bogiem, tyle tylko, że góra ta ma dwa wymiary. W swoim aspekcie trudnym i bolesnym, ale na szczęście krótkim i przemijającym jest ona Górą Kalwarii. Natomiast w swoim aspekcie ostatecznym i wiekuistym jest to Góra Przemienienia; góra przepełniona światłem Bożej obecności i szczęściem przyjaźni z samym Bogiem".
Ci sami trzej uczniowie, którym było dane przeżyć Przemienienie Chrystusa Pana na górze Tabor - byli również obecni na górze Oliwnej, gdzie Pan Jezus przygotowywał się do swojej męki i śmierci na krzyżu. Prosił ich, aby czuwali z Nim, ale oczy ich zmorzone były snem. Potem przyszła kohorta z mieczami i kijami i pojmali Pana. Wystraszeni apostołowie pouciekali. Stało się tak, pomimo że bardzo mocno przeżyli chwile, kiedy Chrystus przemienił się wobec nich. Dlaczego doświadczenie Bożego światła jest powiązane z ciemnościami zwątpienia? Piotr, Jakub i Jan wiernie towarzyszyli Panu - a jednak nie ominął ich dramat strachu, lęku, który spowodował ucieczkę, nawet zdradę.
"Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę: ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara". W ten sposób Pan Jezus przygotowywał Piotra na to, co już niedługo miało nadejść.
Bóg obdarowując człowieka darem życia prowadzi go ścieżkami wielorakich doświadczeń, aby stawał się coraz dojrzalszy. To ciągłe dojrzewanie staje się możliwe, jak pisze św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu "przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię".
Syn Boży sam na sobie, przeżywając na wzgórzu Oliwnym krwawą noc, bo "Jego pot był jak gęste krople krwi" i podczas agonii na krzyżu kiedy "mrok ogarnął całą ziemię", doświadczył co znaczy zawierzyć w takiej sytuacji Przedwiecznemu Ojcu.
Św. Jan Vianney wyznał, że kiedy spotyka go coś przykrego, coś ciężkiego i buntuje się - to wtedy staje się coraz słabszy. Natomiast kiedy przyjmuje wszystko zgadzając się z wolą Bożą - czuje jak staje się coraz mocniejszy.
Ojciec św. Jan Paweł II kiedy ukończył 65 lat ułożył modlitwę, która właściwie jest jego aktem oddania się Miłosiernemu Bogu. W pierwszej części dziękuje za wszystko, co dotychczas Bóg pozwolił mu doświadczyć. Dalej opisując w modlitwie ludzi w podeszłym wieku, którym towarzyszą różnego rodzaju cierpienia, tak się modli: ..."Panie, więc już dzisiaj, gdy jeszcze posiadam sprawność fizyczną i umysłową, zgadzam się na Twoją świętą wolę, jeżeli włożysz na mnie krzyż cierpienia, aby w ten sposób służyć Twojej chwale i zbawianiu dusz... Jeżeli przyjdzie dzień, w którym choroba ogarnie mój umysł i pozbawi mnie świadomości, już dziś Panie, oddaję się Tobie, aby trwać w milczącej adoracji. Jeżeli dotknie mnie stan przedłużającej się nieświadomości, pragnąłbym, aby każda chwila mojego życia stała się nieprzerwanym ciągiem łaski i aby mój ostatni oddech był również oddechem miłości"...
Czytałem kiedyś historię o małym chłopcu i jego pięcioletniej siostrzyczce chorej na rzadką chorobę krwi, wymagającą transfuzji. Krew musiała pochodzić od kogoś z rodziny. Jej brat był najlepszym dawcą.
- Synu, zapytał doktor, czy oddałbyś krew po to, by twoja siostra mogła żyć?
Chłopiec był przerażony, ale zgodził się natychmiast. Po transfuzji kiedy przyszedł do niego lekarz, aby zobaczyć jak się czuje, on od razu zapytał:
- Doktorze, kiedy ja umrę?
Wtedy dopiero lekarz zrozumiał, że chłopiec zupełnie nie zdawał sobie sprawy, na co się zgodził. Był przekonany, że, aby uratować swoją siostrę, musi oddać całą swoją krew - tak jak Jezus oddał całe swoje ciało i krew, aby mnie, biednego człowieka, uratować.
W dzisiejszym I Czytaniu jest wypowiedziane zaproszenie: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę". Abram więc udał się w drogę, która wiodła poprzez ciemność. Jedynym światłem było tylko Boże Słowo.
Czas Wielkiego Postu, który teraz przeżywam jest czasem, w którym bardzo pragnę, aby Bóg wyprowadzał mnie z nizin, bo utknąłem w nich jak w grzęzawisku.
ks. Marian Łękawa SAC
+
Przyjście Bożego Syna na świat spowodowało nie tylko ocalenie człowieka zwiedzionego przez szatana dając mu równocześnie możliwość uwolnienia z krępujących więzów zła, ale także zaistniała nowa rzeczywistość, wprost niewyobrażalna, mianowicie przebywanie na co dzień z samym Bogiem i to nieustannie i w wielkiej zażyłości. A jednak człowiek mając taką cudowną możliwość - po prostu jakby nie zdawał sobie sprawy czym jest Boża przyjaźń i tak łatwo ulega lekceważeniu zaproszeń ponawianych przez swego Stwórcę i swojego Odkupiciela. Tym samym naraża się na uleganie pokusie złego. Dlaczego tak się dzieje? Był czas, że zainteresowanie diabłem i jego działaniem było przesadne. Dźwięki Piekła Dantego rozbrzmiewały przez wieki całe. Przypisywano istocie z rogami i rozszczepionym kopytem wiele rzeczy, o których dziś wiadomo, iż istnieją różne sytuacje wywoływane także naturalnymi przyczynami i procesami. I to jest jedna przesada bardzo niebezpieczna dla człowieka - jakaś chorobliwa fascynacja szatanem i okultyzmem. Ale jest i druga krańcowość, która polega na niewierze w istnienie ośrodka zła. Niestety, jest to przekonanie wielu tzw. chrześcijan, którzy swoją naiwnością bardzo cieszą diabła powiększając tym samym możliwości jego działania.
A tymczasem Pismo św. mówi wyraźnie, że szatan jest rzeczywistością, z którą trzeba się liczyć. Od pierwszej Księgi Rodzaju aż do ostatniej, jaką jest Apokalipsa, widać jakim zdeterminowanym nieprzyjacielem Boga i człowieka jest zły duch. Jego celem jest zniszczyć wszystko co jest dobre, piękne i prawdziwe. Jego przebiegłość i chytrość skierowana jest nie tylko do ludzi. Nie wacha się przystąpić nawet do samego Chrystusa, o czym jest mowa w dzisiejszej Ewangelii. Pan Jezus często w swoim nauczaniu ostrzega przed nim, bo to on jest tym, który kradnie posiane ziarna Dobrej Nowiny z serca, które przyjęło je, ale tak tylko połowicznie. To diabeł sieje kąkol na poletku człowieczej duszy gdzie wcześniej słudzy Pana posiali pszenicę. Albo w innej przypowieści porównuje szatana do pewnego siebie władcy, który trzyma swoje zdobycze dopóty dopóki nie przyjdzie silniejszy od niego. I tym silniejszym okazał się Boży Syn, który swoją męką i śmiercią na krzyżu zwyciężył uzurpatora mieniącego się być władcą tego świata. Oto słowa Pana Jezusa: "Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, pociągnę wszystkich do siebie". A w ostatnią noc przed swoją śmiercią po ustanowieniu Eucharystii mówi do apostołów: "...nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie... tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. Wstańcie, idźmy stąd". Michael Green w książce "Wierzę w klęskę szatana" tak komentuje te słowa: "Rozpoczęła się ostatnia i największa bitwa. Była przerażająco prawdziwa dla Jezusa: nie mitologiczna wyobraźnia, lecz walka na śmierć i życie, w której zwycięstwo mogło przynieść tylko całkowite i pełne posłuszeństwo Ojcu, w czym zawiódł pierwszy człowiek."
Szatan został definitywnie pokonany, ale on wciąż jest i wciąż działa. Co jest dziś bardzo widoczne? - mianowicie kraje tzw. chrześcijańskie, które już usłyszały o zwycięstwie Chrystusa wykazują zupełną obojętność na sprytną diabelską taktykę. On wciąż mieniąc się być bogiem tego świata nawet nie żąda, aby ludzie byli bardzo źli, czy wręcz demoniczni. Mogą być nawet filantropijni, dobrze wychowani, wykształceni - byleby tylko pozostali w jego rejonie, z dala od blasku Jezusowej Ewangelii. Jego diabelska złość wychodzi dopiero wtedy kiedy człowiek doznaje olśnienia i pragnie wyjść z dotychczasowej szarzyzny niby chrześcijańskiego życia. Żeby do tego jednak nie doszło diabeł potrafi posługiwać się przeróżnymi fortelami.
Może być i taki, który usłyszałem od Józefa Brody, znanego ludowego muzyka umiejącego cudownie gawędzić o ludzkim życiu. Otóż on interpretując polskie przysłowie "kto na przedpiekłu mieszka, diabła w kumy prosi" posłużył się takim oto opowiadaniem:
Do pewnego szanowanego we wsi gospodarza przyszedł elegancko ubrany człowiek i zaczął podsuwać mu różne pomysły - a to, żeby zagarnął sąsiadowi niewielką ilość pola, poszedł do nie swojego lasu i ściął drzewo lub zabrał wiszący, zapomniany przez kogoś zegarek. Gospodarz odpowiedział:
- Ja tego nie mogę uczynić, to się nie godzi.
Człowiek odszedł, lecz wkrótce powrócił i czynił tak wielokrotnie. Z czasem, jego namowy zaczęły stawać się coraz bardziej intensywne i zaskakująco kuszące. Gospodarz w swych odmowach był niezmienny. Aż któregoś dnia przybysz powiedział:
- Widzę, że jesteś osobą bardzo prawą i szlachetną, dlatego postanowiłem nie namawiać cię już do niczego więcej. Ale wiesz, wedle dobrego obyczaju wypijmy na koniec strzemiennego.
Gospodarz odpowiedział:
- Więcej nie będziesz mnie namawiał i kusił?
- Nie.
- No to wypijmy.
Następnego dnia gospodarz obudził się w więzieniu. Był przerażony i nic nie pamiętał. Zaczął krzyczeć do momentu, aż przyszedł do niego strażnik. Od niego dowiedział się, co wydarzyło się minionego dnia.
- Popełniłeś straszliwe przestępstwo. Okradłeś, zabiłeś i podpaliłeś cudze domostwo. Jutro będziesz sądzony.
Gospodarz osunął się na ziemię.
Dane mi jest znowu przeżywać kolejny Wielki Post. Jest to dla mnie szansa zdecydowanego wejścia na drogę czujności poprzez modlitwę i stawianie sobie wymagań, aby w ten sposób zdecydowanie stanąć po stronie Jezusa ukrzyżowanego. Bo wtedy tylko będzie skuteczny opór podstępnym zakusom diabła. Jest to konieczne, bo jak pisze św. Jakub: "Bądźcie podani Bogu, przeciwstawiając się natomiast diabłu, a ucieknie od was".
ks. Marian Łękawa SAC