+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 25,6-10a):
Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze. Moab zaś będzie rozdeptany u siebie, jak się depcze słomę na gnojowisku.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 23,1-6):
REFREN: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana
Pan jest moim pasterzem, *
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć *
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, *
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska *
są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz *
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem, *
obficie napełniasz mój kielich.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
przez wszystkie dni życia.
I zamieszkam w domu Pana *
po najdłuższe czasy.
DRUGIE CZYTANIE (Flp 4,12-14,19-20):
Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc udział w moim ucisku. A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków! Amen.
EWANGELIA (Mt 22,1-14):
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.
KOMENTARZ
Dzisiejsze Słowo Boże posługuje się obrazem uczty, aby jeszcze lepiej przybliżyć człowiekowi tajemnice Królestwa Bożego. W I Czytaniu prorok Izajasz już widzi, że po różnych klęskach i zniszczeniach, których ludzkie serce musi doświadczyć, przyjdzie czas wybawienia. Będzie to czas, kiedy Pan Zastępów "zedrze zasłonę zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów". I śmierci już więcej nie będzie. Nastanie uczta i to niewyobrażalna, dla tych, którzy mimo wszystko ufali w wybawienie Pana.
Chrystus zanim wyszedł na górę Kalwarię mówił uczniom w Wieczerniku: "Powiadam wam: odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego szczepu aż do dnia, w którym go pić będę wraz z wami ponownie w Królestwie Ojca mojego."
Za każdym razem składając Bogu Ojcu Ofiarę pojednania, którą Pan Jezus pozostawił Kościołowi "jako dowód swojej miłości i którą złożył w nasze ręce" - tak modlimy się podczas Mszy św. - "głosimy śmierć Twoją Panie, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale". To znaczy, że każda Eucharystia przyśpiesza przyjście Królestwa Bożego.
Dlatego pytam samego siebie czemu nie odnajduję w sobie coraz więcej radości kiedy modlę się słowami psalmisty: "Ucieszyłem się, że pójdziemy do domu Pana"? Może coraz bardziej ulegam duchowi dzisiejszego czasu, w którym zanika atmosfera uroczystości i święta? Bo to jest współczesna choroba, w której już nie widać napięcia pomiędzy fanum a profanum. Między tym co jest święte i tym, co święte nie jest. Zatarła się różnica świątecznego dnia z dniem powszednim. Ks. Pasierb mówił w ten sposób, że "my właściwie bardzo często ani nie pracujemy na 100%, ani na 100% nie świętujemy. Że popadliśmy w taką roboczo-świąteczną jednolitość. Przy wszystkich barwach, plastykach, fajerwerkach naszego świata amplituda życia zdecydowanie uległa spłaszczeniu". A przecież Liturgia jest świętem, bo oto sam Bóg przygotował ucztę, na którą zaprasza człowieka.
W mieście, w którym mieszkam od wielu lat, w niedzielę dzwonów nie słyszę - mimo licznych i pięknych wież kościelnych wyciosanych z kamieni. Jedne są jak wieże obronne, inne jak strzały wycelowane prosto w niebo. Według prawa, jakie pozostało z wojen religijnych, katolikom dzwonić nie wolno. Nasi bracia, którzy kiedyś odeszli na znak protestu, tworząc z kolei całą mozaikę przeróżnych grup religijnych, budowali swoje własne kościoły. Bo te, które przywłaszczyli sobie - nie wystarczyły dla wszystkich. Dziś stoją puste i smutne. Nie bardzo wiadomo, co z nimi zrobić. Ludzi raczej można spotkać w dużych magazynach sklepowych, bo są na oścież otwarte jak w zwykły roboczy dzień.
W takiej oto oprawie idę świętować Dzień Pański. Aura jest jesienna, ulice szare i jak zwykle pada deszcz - a ja zmoknięty wchodzę do kościoła. I co się dzieje? To tu dokonuje się przeistoczenie i podniesienie. Przeistoczenie tych konkretnych ludzi, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Pana. To nie tylko chleb i wino zostają przemienione. Przeistoczenie dotyka także uczestników tej Tajemnicy. Wchodząc do maleńkiego kościoła św. Szymona ogarniają mnie kolory i światła. Ogarnia mnie muzyka. Doświadczam ogromnego kontrastu ze światem, z którego przyszedłem. Wtedy dzieje się coś dobrego. Wtedy my zgromadzeni stajemy się kimś innym. Stajemy się jednością. Tu rozumiemy, co to właściwie znaczy, że jesteśmy ludem Bożym, że nie jesteśmy sami. Ciało i Krew Pańska jest nie tylko obecna, ale jest naszym pokarmem. Bo to jest uczta. W staropolskim języku słowo 'uczta' znaczyło po prostu 'cześć'. Pan Jezus właśnie chce nas uczcić - nas, którzy przeżywamy różnego rodzaju stresy, upokorzenia, a co za tym idzie - świadomość, że zmarnowaliśmy życie, że nikomu nie jesteśmy potrzebni w tym obcym kraju. A tutaj sam Bóg chce nas uczcić, bo jesteśmy Jego gośćmi. W Piśmie św. są takie słowa: " A On sam przechodząc usługiwał nam będzie."
W dzisiejszej przypowieści Pan Jezus posługując się obrazem uczty mówi wprost o zaproszeniu do Eucharystii. I mówi, że będą tacy, którzy Jego zaproszenie zignorują. Podaje nawet powody ich rezygnacji. Człowiek bowiem bardzo łatwo ulega złudzeniom, że doczesność mu wystarczy, że każde pragnienie jego serca on sam potrafi zaspokoić. Dlatego nie słyszy, albo nie chce słyszeć zaproszenia, które Bóg do niego posyła. A Bóg posyła je wielokrotnie, poprzez najróżniejsze zdarzenia i poprzez wielu ludzi. Tu wachlarz ludzkich zachowań jest bardzo szeroki, dochodząc nawet do zabijania wysłanników Pana. Zaś dość powszechną przyczyną odrzucania Bożego zaproszenia jest po prostu poprzestawanie na tym, co ziemia ofiaruje człowiekowi. Ks. Biskup Pietraszko tak pisze: "Wezwanie i obietnica Boga wydaje mu się zbyt wielka, by była dla niego osiągalna, wydaje mu się zbyt wzniosła i zbyt daleko umiejscowiona poza ziemią, by można ją było poważnie brać w rachubę w praktycznych planach życiowych. Zwyciężyła go małoduszność i wytrąciła mu z rąk Boże zaproszenie."
Odnoszę takie wrażenie, że gdybym nie miał wpisanych w moją biografię określonych słabości może też bym obywał się bez Boga? Może też bym miał jakieś inne, 'ważniejsze' zajęcia niż przyjmowanie Jezusowego zaproszenia? Ale ja jestem biednym grzesznikiem i wiem jak bardzo potrzebuję być blisko Jezusa, bo wtedy jestem w rejonie Jego miłosierdzia. Dzięki tylko Jego miłosierdziu jestem obecny na tej cudownej i nieprawdopodobnej uczcie.
Ale odnajduję również w sobie pewien niepokój. Bo w przypowieści jest mowa o kimś, kto wszedł na ucztę i został z niej wyrzucony, ponieważ nie przyjął szaty godowej. Pomiędzy zaproszeniem a przekroczeniem progu, gdzie odbywa się przyjęcie ma nastąpić we mnie odmiana. Słyszę za każdym razem podczas Mszy św. te słowa: "Nie z powodu naszych zasług, lecz dzięki Twojemu przebaczeniu." Jeżeli więc zlekceważę ten trud przyobleczenia na siebie Bożego przebaczenia w Sakramencie pojednania - co będzie ze mną? Tamten z przypowieści - oniemiał, kiedy Pan go zapytał: "Przyjacielu, jak tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?"
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 5,1-7):
Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody. Teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem i mężowie z Judy, rozsądźcie, proszę, między Mną a między winnicą moją. Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody? Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz. Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 80,9.12-16.19-20):
REFREN: Winnicą Pana jest dom Izraela
Przeniosłeś z Egiptu winorośl *
i zasadziłeś ją wygnawszy pogan.
Rozpostarła swe pędy aż do Morza, *
aż do Rzeki swe latorośle.
Dlaczego zburzyłeś jej ogrodzenie *
i każdy przechodzień zrywa jej grona?
Niszczy ją dzik leśny *
i obgryzają polne zwierzęta.
Powróć, Boże Zastępów, *
wejrzyj z nieba, spójrz i nawiedź tę winorośl.
I chroń to, co zasadziła Twoja prawica, *
latorośl, którą umocniłeś dla siebie.
Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie,+
daj nam nowe życie, a będziemy Cię chwalili. *
Odnów nas, Panie, Boże Zastępów,
i rozjaśnij nad nami swoje oblicze, *
a będziemy zbawieni.
DRUGIE CZYTANIE (Flp 4,6-9):
O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym - to miejcie na myśli! Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.
EWANGELIA (Mt 21,33-43):
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Posłuchajcie innej przypowieści! Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli Mu: Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. Jezus im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce.
KOMENTARZ
Czy zdaję sobie sprawę, że skarga Boga wypowiedziana dziś w I Czytaniu ustami proroka Izajasza: "Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej?" dotyczy także, a może szczególnie, mnie? Czy słyszę ten lament kogoś kto dał wszystko, co można było dać i nic w zamian nie otrzymał poza ogromną niewdzięcznością?
Żywo w pamięci przechowuję historię dwojga małżonków w bardzo podeszłym już wieku. W trakcie opowiadania często pojawiały się łzy na ich twarzach. Życie stało się dla nich bardzo samotne. Wychowali czworo dzieci a teraz zostali zupełnie zapomniani przez nie. Noszą w sobie nie tyle gorycz, ile poczucie zawiedzenia.
- Zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić dla naszych dzieci. Nasza młodość przypadła na bardzo trudne czasy. Więc chcieliśmy naszym dzieciom zaoszczędzić takiego wzrastania, ale nie tak, by ich rozpieszczać. Kupiliśmy dość duży dom. Mąż pracował bardzo ciężko, bo trzeba było spłacać pożyczkę. To był trudny czas. Życie upływało w ustawicznej walce. Jednak naszym dzieciom nie brakowało niczego. Miały to, co ich rówieśnicy.
- Ileż nocy nie przespałam nie mogąc zmrużyć ani na chwilę oczu z powodu moich skarbów. Często bowiem chorowały, ale Bogu dzięki, szczęśliwie wyrosły z tych wszystkich komplikacji.
- Chociaż widziałam jak sąsiedzi wychodzili w ciągu tygodnia kilka razy na jakieś wieczorne rozrywki, my nie mogliśmy sobie nigdy na to pozwolić. Byliśmy szczęśliwi jeżeli udało się nam wypożyczyć na tydzień domek kempingowy na plaży. Ale chętnie podejmowaliśmy te różne wyrzeczenia ze względu na nasze dzieci. Wysyłaliśmy je do możliwie najlepszych szkół nigdy nie żałując pieniędzy na książki ani na to co z nauką związane. Zawsze były dobrze ubrane. Uczyliśmy ich hierarchii wartości, którymi sami żyliśmy. Rodzinne życie było dla nas bardzo istotną sprawą. Przekazaliśmy im nasz dar wiary starając się być dobrym przykładem dla nich. Każdego wieczoru modliliśmy się wspólnie na różańcu. I proszę popatrzyć jaka wdzięczność. Co otrzymaliśmy w zamian od nich? Mówią, że dobry przykład zaciera się na dzieciach. I w naszym przypadku tak się stało.
- Najstarszy Janek zrezygnował z uniwersytetu i poszedł w biznes. Bardzo ciężko pracował i mówią, że teraz powodzi mu się świetnie. Z tym, że pieniądze stały się dla niego bogiem. Owszem, na Boże Narodzenie posyła nam dwie butelki wina ze swojej firmy, ale my prawie nigdy go nie widzimy.
- Ania jest nauczycielką. Wyszła za mąż za kogoś bardzo dobrze sytuowanego. Nie widzą żadnego sensu, aby mieć dzieci. Ich też bardzo rzadko widzimy. Raczej otrzymujemy od nich pocztówki z różnych egzotycznych miejsc.
- Piotruś wydawało się, że jest szczęśliwy w małżeństwie z trojką dzieci aż do momentu kiedy zostawił swoją żonę i poszedł, aby być z młodą dziewczyną. Od tego czasu nigdy się nie pokazał.
- I wreszcie nasz najmłodszy, Pawełek, jeszcze się nie ożenił. Wciąż podróżuje. Nie ma ochoty pracować, żeby osiąść na jednym miejscu. Ostatnio otrzymaliśmy wiadomość, że jest gdzieś w Australii.
- I tak jak wiemy, żadne z nich nie chodzi do kościoła. Co więcej mogliśmy dla nich zrobić? Czym zasłużyliśmy sobie, aby tak nas potraktowali?
Jest to skarga człowieczego serca, które tylko w pewnej mierze może być dobrą matką, dobrym ojcem. Bezsprzecznie rodzice należą do swoich dzieci. Ale równocześnie zajęci są tyloma innymi sprawami, jak pracą zawodową, małżeństwem, swoimi upodobaniami czy swoim czasem, który przeznaczają na tyle innych spraw. Należą więc również do siebie. Jedynie Bóg jest naprawdę całkowicie Ojcem, dlatego ma Syna, który jest doskonałym Jego odbiciem. Tu widać ten ciąg dalszy minionej niedzieli, bo Jezus opowiada kolejną przypowieść o swoim Ojcu. A świat stale i wciąż od nowa bałamutnie głosi, że tu na ziemi można stworzyć raj. Czyż nie taki właśnie był Boży zamysł? To Bóg dał ziemię człowiekowi, która pierwotnie miała być miejscem szczęśliwym. Ale niestety, człowiek zwątpił w Boże intencje, ponieważ uwierzył przewrotnemu diabłu. I ten pierwszy grzech człowieka pociągnął wszystkie następne. Ziemia stała się miejscem rodzącym osty i ciernie, w które uwikłany jest człowiek przeróżnymi zakłamaniami podsycanymi zawiścią i egoizmem.
Ale Bóg nie rezygnuje. Nie zniechęca się. Robi wszystko, aby ukochanego człowieka, nawet za cenę swojego Syna, ocalić. Byleby tylko coś drgnęło w ludzkim sercu.
A co się dzieje wtedy, kiedy to serce nie potrafi ani drgnąć? Dzisiejsza przypowieść ostrzega przed takim tragicznym finałem. "Koniec końców - mówi Lewis - odpowiedź tym wszystkim, którzy odrzucają naukę o piekle, stanowi pytanie: Co chcecie, aby Bóg uczynił? By zmazał ich przeszłe grzechy i dał im za wszelką cenę jeszcze jedną szansę, usuwając wszystkie trudności i udzielając wszelkiej cudownej pomocy? To właśnie uczynił na Kalwarii. By im przebaczył? Oni nie chcą przebaczenia. By ich zostawił w spokoju? Niestety: zdaje mi się, że Bóg tak właśnie czyni."
Łaską jest móc zobaczyć jak winnicę mojego serca wciąż okopuje dobry Bóg, jak czyści ją z kamieni, jak po raz wtóry sadzi szlachetną winorośl, bo może tym razem wydam owoc. Bóg nie ze względu na siebie daje mi swoje przykazania i stawia wymagania, ale to jedynie dla mojego szczęścia. Żeby moje życie nie było jałowe, ale żeby owocowało aż do pełni życia.
Panie, proszę Cię, daj mi tę łaskę.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Ez 18,25-28):
Wy mówicie: Sposób postępowania Pana nie jest słuszny. Słuchaj jednakże, domu Izraela: Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne? Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i umarł, to umarł z powodu grzechów, które popełnił. A jeśli bezbożny odstąpił od bezbożności, której się oddawał, i postępuje według prawa i sprawiedliwości, to zachowa duszę swoją przy życiu. Zastanowił się i odstąpił od wszystkich swoich grzechów, które popełniał, i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 25,4-9):
REFREN: Wspomnij, o Panie, na swe miłosierdzie
Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, *
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń, *
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.
Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie, +
na swoją miłość, która trwa od wieków. *
Nie pamiętaj mi grzechów i win mej młodości,
lecz o mnie pamiętaj w swoim miłosierdziu, *
ze względu na dobroć Twą, Panie.
Dobry jest Pan i prawy, *
dlatego wskazuje drogę grzesznikom.
Pomaga pokornym czynić dobrze, *
uczy pokornych dróg swoich.
DRUGIE CZYTANIE (Flp 2,1-11):
Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli - jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie - dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.
EWANGELIA (Mt 21,28-32):
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.
KOMENTARZ
Dzisiejsza przypowieść przedstawia w bardzo niedobrym świetle synów jakich miał ojciec. Pierwszy mówi, że pójdzie, a nie poszedł. Drugi zaś od razu, bez żadnego udawania, stwierdza, że wcale nie pójdzie, choć później zmienił zdanie i poszedł.
Pan Jezus posługując się tym obrazem podaje mi lustro, w którym przede wszystkim siebie mam zobaczyć. A tu od razu zjawia się pokusa, aby to lustro wziąć i innym przystawić. Wiem nawet komu. Tymczasem Jezusowe lustro jest dla mnie. Ci zaś, z którymi dzielę życie, mają prawo spodziewać się ode mnie, że będę usiłował odnaleźć przynajmniej niektóre powody dlaczego ktoś buntuje się i mówi Panu Bogu: Nie pójdę. Jak to się dzieje, że zbuntowany człowiek w połowie drogi przełamuje się i ze skruszonym sercem idzie, aby wykonać zlecone mu przez Boga zadanie? A jak to jest wtedy kiedy bywa sytuacja całkiem odwrotna? Wiem, że żaden człowiek nie jest w stanie przewidzieć, a tym bardziej nie potrafi być pewnym do końca, jaki będzie jego następny krok. Jest to tajemnica ludzkiej egzystencji, z którą koegzystuje zło sięgające aż do nieposłuszeństwa pierwszych rodziców, zgadzających się na to, co sprytnie podsunął zbuntowany anioł. I na tym polegał grzech Adama. Chciał stać się jak Bóg, co było zresztą powołaniem danym człowiekowi przez Stwórcę.
Ks. Ludwik Evely tłumaczy to w ten sposób, że "Adam pomylił się tylko co do sposobu pojmowania Boga. Przypuszczał, że Bóg jest istotą niezależną, autonomiczną, wystarczającą sobie i aby stać się takim jak On, zbuntował się i stał się nieposłusznym.
A tymczasem Bóg się objawił jako miłość, czułość, dar, jako nieskończone upodobanie w kimś drugim, przywiązanie, zależność. Bóg objawił się jako posłuszny aż do śmierci.
Każdy z nas odtwarza winę i pomyłkę Adama. Gdzie myślicie znaleźć szczęście? Czyż nie w tym, że staniecie się coraz bogatszymi, coraz więcej samodzielnymi, coraz bardziej uwolnionymi od zależności, czyniąc, co chcecie, myśląc, co się wam podoba, zapewniając sobie przyszłość, licząc na swoje zasoby? Niestety! To jest przeciwieństwo do modlitwy Ojcze nasz.
A może naprawdę waszą ambicją jest stawać się coraz więcej miłością, przywiązaniem, zależnością, pokładać swą radość w radowaniu innych, swe bogactwo w dawaniu, swą władzę w służeniu, swe szczęście w bliźnim? Wówczas stajecie się jako Ojciec. Stajecie się prawdziwymi synami."
Diabeł, któremu poprzez swoją własną niefrasobliwość wciąż pozwalam wchodzić w moje życie, sprawia, że jego pokusa odnosi skutek: właśnie wtedy kiedy wydaje mi się, że jestem niezależny, że czuję się bardziej sobą. Dominuje wtedy we mnie chęć posiadania, żeby móc decydować o sobie, nie być zależnym od nikogo, raczej narzucając swoją wolę innym. Wtedy naprawdę pozostaję bardzo daleki od prawdziwego wizerunku, który złożył we mnie Bóg.
Słowo Boże z dzisiejszej niedzieli ma mnie obudzić, abym zobaczył moją obłudę, kiedy na wezwanie Boga przemawiającego do mnie poprzez zdarzenia, które dotykają moje życie mówię, że idę wykonać zlecone mi zadanie. A przecież ile już razy nie poszedłem. Jeżeli w winnicy Pana jestem od wcześniejszych godzin, choć moja zasługa w tym żadna, tak łatwo jest wtedy uważać siebie za lepszego? Niech inny idzie. Ten, którego dopiero co przyprowadził Pan z rynku świata obdarzając go wielką serdecznością - chociaż jest synem marnotrawnym. Jak często można mieć pretensje do Boga, że kocha bardziej grzeszników aniżeli sprawiedliwych. A czy istnieją sprawiedliwi? Chore dziecko, którym matka więcej się zajmuje czy jest bardziej ukochane niż pozostałe? Nie. Matka po prostu okazuje im swoją miłość w inny sposób. Jeżeli Pan Jezus powiedział, że nierządnice wyprzedzą do Królestwa Bożego tych, którzy uważają się za tak zwanych sprawiedliwych - to znaczy po prostu, że ci, którzy nie chcą się przyznać do swoich grzechów, bo pycha nie pozwala, pozostaną w tyle. Bóg przyjął wyznanie prawdziwie ukorzonego celnika, a nie stojącego na przedzie faryzeusza, który jednocześnie przechwalając się sobą gardził celnikiem. Wiem, co to znaczy grób pobielany. Na zewnątrz zaś słowa gładkie, dobrze ułożone i pełne gotowości, a jakże. Tworzą przecież dobrą opinię, aby ratować twarz. I taką właśnie obłudę odrzuca Bóg.
Dzisiejsze II Czytanie nie bez powodu wzięte jest z Listu do Filipan, wśród których były nieporozumienia, jakaś niezdrowa rywalizacja ogarnięta egoizmem. Dlatego św. Paweł stawia przed nimi Chrystusa, który będąc "na równi z Bogiem, ogołocił samego, przyjąwszy postać sługi... A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej."
Jezus przyszedł, aby nam pokazać Ojca, który oddaje się całkowicie swojemu Synowi, bez żadnego cienia zwrotu ku sobie czy szukania siebie - dlatego ma doskonałego Syna, który jest Mu doskonale podobny. W Nim, w swoim Synu złożył wszystkie swoje upodobania: "Ten jest Syn mój miły, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie."
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 55,6-9):
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 145,2-3.8-9.17-18):
REFREN: Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił *
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały, *
a wielkość Jego niezgłębiona.
Pan jest łagodny i miłosierny, *
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich, *
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach *
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, *
wszystkich wzywających Go szczerze.
DRUGIE CZYTANIE (Flp 1,20c-24.27a):
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele - to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele - to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.
EWANGELIA (Mt 20,1-16a):
Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
KOMENTARZ
Patrzę na rozpoczynającą się jesień, która ogarnia nie tylko otaczający mnie krajobraz. Dotyka i mnie, i to coraz bardziej. Dziś w tej porze najpiękniejszych barw, kiedy jest czas owocobrania odczuwam w sobie większą natarczywość pytania - no i co z moim życiem?
Pan Jezus poprzez swój Kościół daje mi przypowieść o robotnikach w winnicy. Jaka jest pierwsza moja reakcja? Czy taka jak tych, którzy pracując cały dzień nie mogli się zgodzić się z postępowaniem gospodarza winnicy, ponieważ polecił wypłacić po denarze również pracownikom jednej tylko godziny?
Prorok Izajasz w I Czytaniu przypomina Boże Słowa: "Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami." To znaczy, że Bóg jest hojny w dawaniu.
Nieraz już przyłapałem siebie mówiąc słowa, zresztą dość często dziś powtarzane: 'mnie to się należy'. A czyż wszystko co mam nie zostało mi dane? Więc za Kochanowskim powtarzam: "Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?"
Albo: "Czymże ja jestem przed Twoim obliczem - prochem i niczem".
Ks. Biskup Zawitkowski mówiąc o hojności Boga nie tylko w dawaniu, ale i w przebaczeniu pisze: "Tak często jestem grzechem swoim upokorzony przed Bogiem, przed ludźmi i przed sobą. Stałem na rynku tyle dni w moim życiu. Zmarnowałem je. Już tego nie zdołam odrobić, ale ufam - mój Bóg jest hojny w dawaniu i w przebaczeniu. Czym się Panu wypłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Dał mi Bóg życie i zdrowie, myślenie i miłość, ziemię i morze, powietrze i wodę, i dach nad głową, i chleb powszedni, i odzienie, i tylu dobrych ludzi, rośliny i zwierzęta, i dni i noce, i jeszcze denara za godzinę mojej wiary, a ja tak mało Bogu dziękuję."
Bo wciąż siebie tylko widzę, a nie Pana, który jest blisko. Mówi prorok Izajasz: "Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko." Również psalm responsoryjny przypomina: "Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają." Szukanie Boga czyż nie jest przechodzeniem z pełnienia własnej woli na Bożą: "Bądź wola Twoja". Pan Jezus wielokrotnie stwierdzał, że przyszedł na świat, aby wypełnić wolę Ojca: "Nie szukam własnej woli, ale woli tego, który mnie posłał". Na tej drodze można zobaczyć do jak nieprawdopodobnej bliskości dochodzi człowiek z Bogiem - po prostu staje się domownikiem Bożego Domu - kiedy idzie za wskazaniem Jezusa: "Kto pełni wolę Ojca mego, ten jest moim bratem, siostrą i matką".
Pozostając w sferze relacji rodzinnych łatwiej jest odczytać dzisiejszą przypowieść, bo Pan Bóg wcale nie jest żadnym pracodawcą, który oblicza zyski ze swojej winnicy. Pomiędzy Bogiem a człowiekiem jest przede wszystkim ten istotny element, który zawsze jest nieobliczalny i nieprzeliczalny, a jest nim miłość. To ona potrafi tylko być tym jedynym kluczem, którym można otworzyć przeróżne zamki ludzkiego serca. Nawet te, które wydawać by się mogło, że są już zupełnie zardzewiałe i nie warto nawet próbować.
Jak pełna zachwytu jest historia Zacheusza i to nie tylko dla niego. Jezus wprosił się do jego domu w gościnę. I co się dzieje? Ten Zacheusz znany jako dusigrosz nagle traci rachubę. Bo oto połowę swojego majątku rozdaje ubogim, a tych, których skrzywdził chce wynagrodzić i to w sposób zwielokrotniony. Nie dba o to, co mu zostanie, bo teraz doznał olśnienia. Przekonał się, że Bóg go kocha. A przecież on tylko wszedł na drzewo, bo chciał zobaczyć Jezusa przechodzącego tamtędy. Resztę dokonał Bóg.
Ileż podobieństwa można odnaleźć pomiędzy robotnikami narzekającymi na właściciela winnicy a starszym synem z przypowieści, którego młodszy brat był powrócił. Jego pobyt w domu ojca na pewno był bez zarzutu, bo jak sam mówił, nikogo nie skrzywdził. Wiernie służył ojcu. Jedynie brakło mu miłości. Jego sprawiedliwość uczyniła go zgryźliwym. Nie chciał brać udziału w radości szczęśliwego ojca. Ale jaki wspaniały okazał się ojciec. Nie ganił swojego starszego syna, ani go nie wyrzucał, ale tłumaczył: "Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje twoim jest, lecz trzeba było"... Ks. Ludwig Evely pisze, że "Takiej dobroci na pewno serce starszego brata się nie oparło. Oczekiwał, spodziewał się wyrzutów, by móc się odwzajemnić, surowości, by móc być surowym, gniewu, by na nim oprzeć, wzmocnić własny gniew. Ale ta pokorna, nieprzewidziana dobroć rozbroiła go, on też zaczął miłować jak ojciec, ponieważ napotkał na miłość, której się nie spodziewał. Widział, jak ojciec miłował, i nie mógł nie wejść w 'komunię', nie zjednoczyć się z tą miłością."
Taki jest Bóg, który ciągle od nowa zaczyna wierzyć, że my będący już w winnicy Pana, będziemy dzielić Jego radość, cieszyć się Jego dobrocią, brać na siebie razem z Nim tę hojność i miłosierdzie, że będziemy Jego wspólnikami.
Za chwilę, tuż przed konsekracją znowu zostaną wypowiedziane słowa: "Przez ofiarę Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, wydanego za nas na śmierć, doprowadzasz nas do Twojej miłości, abyśmy także my dawali siebie braciom."
Może wreszcie tym razem, w ten jesienny Dzień Pański odkryję w ewangelicznym denarze Jezusa, który nieustannie daje siebie samego tak bardzo różnorodnym i zróżnicowanym ludziom - tym, którzy już są w winnicy Kościoła i tym, których On wciąż przyprowadza z rynku świata.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Lb 21,4b-9):
W owych dniach podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 78,1-2.34-38):
REFREN: Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.
Słuchaj, mój ludu, nauki mojej, *
nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
Do przypowieści otworzę me usta, *
wyjawię tajemnice zamierzchłego czasu.
Gdy ich zabijał, wtedy Go szukali, *
nawróceni garnęli się do Boga.
Przypominali sobie, że Bóg jest ich opoką, *
że Bóg najwyższy jest ich Zbawicielem.
Lecz oszukiwali Go swymi ustami *
i kłamali Mu swoim językiem.
Ich serce nie było Mu wierne, *
w przymierzu z Nim nie byli stali.
On jednak będąc miłosierny *
odpuszczał im winę i nie zatracał,
gniew swój często powściągał *
i powstrzymywał swoje wzburzenie.
DRUGIE CZYTANIE (Flp 2,6-11):
Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.
EWANGELIA (J 3,13-17):
Jezus powiedział do Nikodema: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
KOMENTARZ
Całe Boże Objawienie wypełnione jest przebaczeniem i miłosierdziem. I tak naprawdę to tylko Bóg umie darować winy. Potrafi uczynić ten gest wspaniałomyślnej miłości, który jest łaską niepojętą, radością nieogarnioną, zupełnie i całkowicie człowiekowi darowaną. Natomiast temu samemu człowiekowi, który wciąż i nieustannie doświadcza tych Bożych Tajemnic - jakże trudno jest wybaczyć. Dlatego nie dziwi dzisiejsze pytanie Piotra: "Czy aż siedem razy?" A Jezus taką daje odpowiedź: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy." To znaczy po prostu - nie liczyć, tylko wciąż i zawsze przebaczać. Owe liczby siedem i siedemdziesiąt siedem są wymienione już w Księdze Rodzaju, gdzie jeden z potomków Kaina przechwala się jak to Kain mścił się siedmiokrotnie, a on postanowił zwielokrotnić swoją pomstę aż do liczby siedemdziesięciu siedmiu. Tu widać to potęgujące się zło, które nie tylko dzieli i rozbija ludzi, ale jest powodem niepohamowanej zemsty i nienawiści. Niby pod pozorem sprawiedliwości, której musi stać się zadość, człowiek swoją zemstą o ileż więcej pomnaża zła, dokładając do istniejącego już - swoje zło zwielokrotnione.
Ks. Prof. Sedlak tłumacząc Jezusową naukę o przebaczeniu posłużył się takim obrazem: Jeżeli ktoś zrobi tobie świństwo, a ty odpowiesz mu na to również świństwem, jako akt zemsty - to są wtedy już dwa świństwa na kuli ziemskiej. Jeżeli ktoś podłość ci wyrządził, a ty odpowiesz mu na odwet podłością - to są już dwie podłości zamiast jednej. Jaki okropny i okrutny byłby wtedy świat gdyby Chrystus nie zażądał od swoich naśladowców nastawienia drugiego policzka, żeby świństwo, podłość wyrządzona człowiekowi wsiąkła jak atrament w bibułkę do niewidzialnej duszy. Żeby nie mnożyło się zło na świecie, bo to jest jedyny sposób walki ze złem. "Zło dobrem zwyciężaj".
I pamiętam jak proponował wyobrazić sobie taką zabawną scenę: tysiąc dwunastolatków bierze blaszankę od konserw. Każdy wkłada trzy kamyki i na komendę potrząsają tysiącem tych blaszanek. Przecież grzechot byłby piekielny. A jeżeli w każdą duszę wrzucono zło, jak w blaszankę - to na świecie nastałby grzechot piekielny nie do wytrzymania. Dlatego musi być w duszy człowieka idącego za Jezusem coś, co w fizyce określa się deficytem, amortyzatorem huku, zgrzytu, grzechotu, piekielnej wrzawy.
Osoba zraniona, skrzywdzona stoi przed pokusą odwetu i zemsty w myśl okrutnej zasady: "oko za oko, ząb za ząb". Ale dzisiejsza Jezusowa przypowieść nie pozostawia cienia wątpliwości jaka istnieje zależność pomiędzy moim ludzkim i Bożym przebaczeniem. I przy tym nie sposób nie zauważyć ogromnej dysproporcji: ile Bóg przebacza, a ile człowiek. Król darował swojemu dłużnikowi dziesięć tysięcy talentów. Jeden talent był jednostką monetarną, której wartość wynosiła 34 kilogramy złota albo srebra. I ten talent pomnożony przez 10 000 - daje olbrzymią sumę trudną do wyobrażenia. Tak wygląda Boża miara. A ludzka? Denar był złotą lub srebrną monetą rzymską, którą płacono za dzień pracy zwykłemu robotnikowi. W przypowieści więc chodziło tylko o wartość trzymiesięcznej pensji.
Muszę sobie dziś - raz jeszcze - mocno zdać sprawę, że odpuszczenie moich win związane jest z moim wybaczaniem bliźniemu. Sam Jezus nauczył nas tej modlitwy: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
U Wincentego Witosa znalazłem taki opis: "W każdej wsi trafiali się uparci gniewnicy, że ich żadna ludzka siła nie była w stanie do siebie zbliżyć. Daremnie zabiegali sąsiedzi, rzucał wójt na szalę swój wpływ i powagę, silił się ksiądz na wszelkie środki, jakimi rozporządzał. Jeżeli nawet pogodzono się formalnie, np. po spowiedzi, na rozkaz lub życzenie księdza, zwykle była to zgoda tylko pozorna. 'Ja się z wami przeproszę, mówił do kumotra zacięty gniewnik, bo mi ksiądz nakazał, ale żeby mnie miał piorun trafić, to wam tego nigdy nie daruję'. Taka rozmowa jeśli nie wywołała wielkiej kłótni zaraz, to co najmniej odnowiła wszystkie stare rany. Czasami dochodziło do budzącej grozę tragedii, gdy ktoś złożony już na śmiertelnej pościeli nie mógł skonać, przeciwnik nie chciał przyjść do niego mimo próśb i nalegań"...
Ta niechęć do wybaczania prawdziwego czy też wyimaginowanego zła, które wyrządził człowiek człowiekowi, jest jak trucizna, która niszczy równocześnie życie fizyczne, uczuciowe i duchowe. Jak łatwo jest wejść na niebezpieczną drogę zatwardziałości, kiedy będę powtarzał sobie i innym: "to jego wina, to on zaczął, nie odezwę się, wcale mu nie podam ręki, to on mnie tak potraktował, więc niech on przyjdzie i przeprosi". A bywa i tak, że człowiek używa aż takich słów: "Nigdy! Absolutnie nigdy! Do końca życia się nie pogodzę!"
Swego czasu czytałem zapis wywiadu p.t. Przedziwne sekrety dusz czyśćcowych. Siostra Emmanuel rozmawiając z Marią Simmą, prostą kobietą z Austrii, która ma tajemniczy kontakt z duszami czyśćcowymi, między innymi zadała jej takie pytanie:
- Które grzechy najbardziej zagradzają człowiekowi drogę do nieba?
Maria Simma od razu odpowiedziała:
- Grzechy przeciwko miłosierdziu, przeciwko miłości bliźniego:
zatwardziałość serca, wrogość, oszczerstwo.
Natomiast na pytanie:
- Jacy ludzie mają największe szanse na to, aby pójść prosto do nieba?
Simma również bardzo szybko i zdecydowanie odpowiedziała:
- Ci, którzy mają dobre serce. Dobre serce dla wszystkich. Miłość zakrywa wiele grzechów.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Ez 33,7-9):
To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 95,1-2.6-9):
REFREN: Słysząc głos Pana serc nie zatwardzajcie
Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, *
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, *
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.
Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, *
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem, *
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.
Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: +
Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, *
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie mnie kusili wasi ojcowie, *
doświadczali mnie, choć widzieli moje dzieła.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 13,8-10):
Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne - streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
EWANGELIA (Mt 18,15-20):
Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.
KOMENTARZ
Dzisiejsze Słowo Boże może wywoływać w człowieku niepokój. No bo jak ja mogę być odpowiedzialny za mojego brata i mam mu robić upomnienia? Owszem, bywa, że ktoś znajduje satysfakcję w rozdawaniu swoich uwag co do postępowania otaczających go ludzi. Takiemu dobrze by zrobiło przeczytać, co napisał grecki bajkopisarz Ezop, żyjący w IV wieku przed Chrystusem, że każdy człowiek nosi na sobie dwie torebki: jedną z przodu, a drugą na plecach. Do tej z przodu wkłada różne błędy i słabości, które widzi u innych. Zaś do tej na plecach - swoje własne, których później nie widzi. Dlatego wychodzi taka dysproporcja w pojemnościach owych torebek. Do tego jeszcze swoje własne zło człowiek bardzo łatwo potrafi usprawiedliwić. Chrystus przestrzega swoich uczniów: "Wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata".
Na sprawę odpowiedzialności za drugiego człowieka trzeba spojrzeć nie w oderwaniu od społeczności Kościoła - co jest bardzo podkreślone w dzisiejszej Ewangelii. Jezus zapewnia o swojej obecności wśród nawet tylko dwóch albo trzech zgromadzonych w Jego imię i jeżeli będą prosić o coś zgodnie - stanie się to ich udziałem. Tę obietnicę od samego początku chrześcijanie łączyli z niedzielnym zgromadzeniem liturgicznym. Bowiem w pismach św. Ignacego z Antiochii można znaleźć taki oto tekst: "Niech nikt nie błądzi! Kto nie przebywa w pobliżu ołtarza, pozbawia się Chleba żywego! Wiemy, jak wielką moc posiada modlitwa dwóch lub trzech osób. O ileż większą moc ma modlitwa całego Kościoła. Kto więc nie uczęszcza na wspólne zgromadzenia, unosi się pychą, sam siebie w ten sposób osądza. Napisano bowiem: Bóg pysznym się sprzeciwia". Tekst ten pochodzi z roku 108. A więc jest to czas, w którym nawet 10 lat nie minęło od śmieci św. Jana Apostoła. Wówczas opuszczanie niedzielnej Eucharystii było odbierane przez tych pierwszych chrześcijan bardziej jako pycha ludzka, a nie jako lenistwo. Modlitwa całego zgromadzenia na Eucharystii Kościoła jest bardzo ważna. I musi w niej być obecny istotny element: zgodność w modlitwie: "Jeśli dwaj z was zgodnie o coś prosić będą, tego wszystkiego użyczy im Ojciec mój, który jest w niebie". W języku greckim występujący tam czasownik brzmi: 'symfonein', z którego pochodzi słowo 'symfonia'. Tu staje się bardziej zrozumiała potężna modlitwa Kościoła, którą można w jakimś sensie porównać z ogromną orkiestrą symfoniczną.
O. Jacek Salij, dominikanin, pisze, że: "Symfonię modlitewną w całym tego słowa znaczeniu zanosi do Boga cały Kościół. Modlimy się o bardzo różne rzeczy. Jeden modli się o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, kto inny modli się o uwolnienie męża lub brata z nałogu pijaństwa, jeszcze ktoś inny modli się o nawrócenie swojej żony lub syna. Ktoś modli się o zrozumienie i ukochanie woli Bożej, ktoś modli się o zgodę w rodzinie, albo o łaskę powołania kapłańskiego lub zakonnego dla kogoś ze swych dzieci.
Naszej jedności modlitewnej nie przeszkadza to, że intencje naszych modlitw są różne. Byle by nas wszystkich, którzy się modlimy, ożywiło pragnienie ukochania woli Bożej. Byle byśmy wszyscy starali się żyć w łasce Bożej, byle by w naszych sercach mieszkał Duch Święty."
Ale jeżeli w sercach modlących nie ma nic z tych pragnień, wtedy do Boga co dochodzi? Przeciwieństwo symfonii. Nie ma wówczas żadnego współbrzmienia. O takiej modlitwie prorok Izajasz mówi: "To tylko zgiełk wasz rozlega się na wysokości".
Jeżeli we mnie, w moim sercu coraz bardziej pragnę dostrzec troskę, biedę, rozpacz, opuszczenie drugiego człowieka, wtedy będę zbliżał się coraz bardziej do tej właściwej, jedynie prawdziwej rzeczywistości, o której św. Paweł w dzisiejszym II Czytaniu tak pisze: "nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością...Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa".
Tu dopiero staje się zrozumiała troska o drugiego człowieka, którego pragnę ostrzec, tak jak u proroka Ezechiela w dzisiejszym I Czytaniu, ostrzegał strażnik Jerozolimę wobec nadchodzących armii nieprzyjaciela.
Takim prorokiem naszych czasów czy nie była Matka Teresa, opiekunka ubogich i umierających? Jej życie było nieustannym ostrzeganiem, że świat idzie w złym kierunku. Swego czasu Malcolm Muggeridge przeprowadził z nią rozmowę. I Matka Teresa mówiła do niego w ten sposób:
"Sadzę, że ludzie dzisiaj przestali uważać biedaków za takie istoty ludzkie, jakimi są sami. Patrzą na nich z góry. Gdyby jednak mieli ów głęboki szacunek dla godności ludzi biednych, to z pewnością łatwiej by im było zbliżyć się do nich oraz dostrzec, że i ci biedacy są dziećmi Boga, że mają takie samo prawo do życia, miłości i opieki jak wszyscy inni. W czasach rozwoju każdy się spieszy i jest zapędzony, pozostawiając po drodze tych, którzy upadli i nie są w stanie z nami współzawodniczyć. I właśnie tych chcemy kochać, pragniemy im służyć i troszczyć się o nich."
Prawdziwa miłość nie szuka jakichś rozwiązań poza Bożymi przykazaniami a jest najpewniejszym sposobem, aby przemóc zło.
Oby dzisiejsza Eucharystia wyprowadzając nas z ludzkich dróg niesprawiedliwości otworzyła nasze słabe serca na Boży rytm - bowiem tu znajduje się źródło, z którego wypływa miłość wzajemna.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Jr 20,7-9;):
Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają. Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina! Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 63,2-6.8-9):
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza
Boże mój, Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, *
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
A Twoja łaska jest cenniejsza od życia, *
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie *
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie, *
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.
Bo stałeś się dla mnie pomocą *
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do ciebie lgnie moja dusza, *
prawica Twoja mnie wspiera.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 12,1-2):
Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.
EWANGELIA (Mt 16,21-27):
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
KOMENTARZ
Szwedzka pisarka Selma Lagerlöf w swoich "Legendach Chrystusowych" opisuje taką historię:
Na poddaszu, w ubogiej izbie siedzi przy kołysce wdowa. Mąż zginął w wypadku. Siedzi przy swoim jedynym osieroconym dziecku. Kołysze maleństwo do snu i zastanawia się jakie będzie miało życie. Patrząc w swojej zadumie w kominek nagle widzi, że z płomieni wyłania się postać legendarnej wróżki, która podchodzi do niej i mówi:
- Widzisz, co pewien czas dane mi jest zjawiać się na ziemi. Osobie, której się pojawię mogę spełnić trzy życzenia. Tym razem przybyłam do ciebie. Możesz mi wyrazić swoje życzenia, a ja je na pewno spełnię. Zastanów się więc dobrze, bo to co powiesz spełni ci się naprawdę.
Myśli matki wpatrzonej w swoje maleństwo - z którym na pewno musiała wiązać swoją przyszłość, szczególnie teraz, po śmierci męża - krążą przede wszystkim wokół dziecka. Więc mówi od razu:
- Moje pierwsze życzenie, aby mój syn nigdy w życiu nie musiał cierpieć.
- A drugie? - pyta wróżka.
- By nigdy nie cierpiał, naprawdę nigdy!
Wróżka przestrzega ją:
- Zastanów się o co prosisz. Masz jeszcze jedno życzenie.
Ale matka od razu mówi:
- Jeszcze raz cię błagam, by moje dziecko nigdy w życiu nie zaznało prawdziwego bólu, cierpienia.
- Stanie się tak jak ci obiecałam.
I wróżka znikła. Matka budzi natychmiast swoje dziecko, bo chce mu powiedzieć jakie wspaniałe wybrała mu życie i przerażona spostrzega, że syn jej już nie żyje.
Selma Lagerlöf w swym opowiadaniu po prostu zobrazowała prawdę, że każde ludzkie życie jest związane, i to nierozłącznie, z cierpieniem.
W dzisiejszej Ewangelii Piotr chciał tylko, aby Chrystus nie cierpiał: "Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie." Przecież to jest taka normalna reakcja. Często takie są życzenia, które sobie nawzajem składamy, żeby nas nie dosięgło żadne utrapienie. Dlaczego więc taka ostra reakcja Jezusa, który mówi do Piotra słowa przerażające: "Zejdź Mi z oczu szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie." Przecież takich słów nie powiedział ani do Judasza, ani do najbardziej zagorzałych swoich przeciwników, którzy robili wszystko, aby Go zabić. Ks. Biskup Pietraszko tak tłumaczy tę ostrą reakcję na słowa Piotra: "Piotr dotknął tu jakby samej źrenicy Chrystusowej miłości, samego serca zbawczego planu Chrystusa. Miłość, która się w ten sposób właśnie miała wyrazić, że człowiek otrzyma dar drugiego życia, dar życia doskonałego, wiecznego, a Chrystus za to zapłaci. Będzie cierpiał i będzie zabity...
Zapowiedział nadto, że w każdym ludzkim życiu, życiu człowieka wierzącego, zjawisko to musi się w jakimś wymiarze, mniejszym lub większym, powtórzyć. Jeśli człowiek pójdzie ku nowemu życiu po śladach Chrystusa i będzie chciał dojść tam, dokąd idzie zmartwychwstały Chrystus, musi zapłacić cenę. Do Chrystusowego cierpienia i do Chrystusowej śmierci musi dodać coś własnego: "Niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje."
Piotr, który próbował Jezusa zatrzymać, jeszcze wtedy nie rozumiał, że po to właśnie przyszedł On na tę naszą ziemię, aby dać człowiekowi możność zaprowadzenia go daleko dalej niż ludzka wyobraźnia jest w stanie zatęsknić i wymarzyć. To jest ten cel przeznaczony dla człowieka, ale droga, która prowadzi do tego celu, nie jest łatwa. Dlatego trzeba Jezusowi zawierzyć, zaufać i podać Mu rękę. Zgodzić się iść za Nim. Choćby miało być ciężko aż nie do wytrzymania - tak jak w dzisiejszym I Czytaniu skarży się prorok Jeremiasz. Ale będę szedł, bo wierzę mojemu Bogu i mojemu Zbawicielowi, który mówi do mnie: Jeżeli chcesz iść za Mną, musisz każdego dnia wziąć swój krzyż i iść Moimi śladami.
To zaproszenie jest całą moją szansą. A usłyszałem je ponowione słowami zastępcy Chrystusa na ziemi: "Przestań się lękać!"
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 22,19-23):
To mówi Pan do Szebny, zarządcy pałacu: Gdy strącę cię z twego urzędu i przepędzę cię z twojej posady, tegoż dnia powołam sługę mego, Eliakima, syna Chilkiasza. Oblokę go w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem, twoją władzę oddam w jego ręce: on będzie ojcem dla mieszkańców Jeruzalem oraz dla domu Judy. Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy. Wbiję go jak kołek na miejscu pewnym; i stanie się on tronem chwały dla domu swego ojca.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 138,1-3.6.8):
REFREN: Panie, Twa łaska trwa po wszystkie wieki
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, *
bo usłyszałeś słowa ust moich;
będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów. *
Pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię *
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, *
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Pan, który jest wysoko, patrzy łaskawie na pokornego, *
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Panie, Twa łaska trwa na wieki, *
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 11,33-36):
O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki. Amen.
EWANGELIA (Mt 16,13-20):
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
KOMENTARZ
Kiedy Jezus zapytał uczniów: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" - wyglądało to tak, jakby ich Mistrz był zainteresowany swoją popularnością. A tymczasem to pytanie szło w zupełnie przeciwnym kierunku. Zmierzało do każdego z nich osobiście: "A wy za kogo Mnie uważacie?" I wtedy Piotr wyznał: "Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego".
Dziwić może również fakt, że to Bóg zadaje człowiekowi pytanie. Bowiem często w życiu właśnie człowiek stawia Bogu pytania o sens życia, o tajemnicę cierpienia. Kiedy przejdę próg śmieci - co będzie dalej? Na czym polega wieczność? Co to jest w ogóle "prawda"? I wtedy takie pytania są bardzo natarczywe. Bo człowiek nie potrafi cierpliwie czekać. Chciałby już, od razu niemal dotknąć samego Boga, żeby nie mieć żadnej wątpliwości.
Tak trudno było uwierzyć w Chrystusa wtedy, kiedy był widzialny i dotykalny aż do swojej śmierci na krzyżu. Po swoim zaś Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu pozostał nadal obecny, tyle że dla oczu ciała - niewidzialny.
Dzisiejsze słowa proroka Izajasza zapowiadają to, co wydarzyło się w okolicy Cezarei Filipowej. Mianowicie mowa jest o kluczu, którym się otwiera i zamyka. Jest to symbol, znak. Ta moc wiązania i rozwiązywania jest całkowicie Boża - o czym przypomina św. Paweł w II Czytaniu: "Z Niego, przez Niego i dla Niego jest wszystko". I ta Boża moc - jedyna, wyjątkowa zostaje włożona w Piotrowe ręce. Ks. Biskup Pietraszko zauważa, że "Piotr swoją sytuację bezbłędnie odczytał. Bo w gruncie rzeczy Chrystus sam jest skałą. Pismo Boże po wielekroć razy to przypomina, że Chrystus jest kamieniem węgielnym Bożego budowania. Mówi nam to św. Paweł, kiedy tłumaczy strukturę Kościoła, stwierdzając, że my wszyscy jesteśmy żywymi kamieniami i oparci o Chrystusa jako jedyny fundament tworzymy żywy organizm Kościoła, jeśli zachowujemy łączność i wspólnotę z Chrystusem, który jest kamieniem węgielnym."
To Jezus w swoim Kościele jest tą niezwyciężalną opoką i skałą. To On tylko potrafi prowadzić do swojego Królestwa. Piotr zaś jako widzialny pasterz Kościoła jest zastępcą Chrystusa na ziemi, który w imieniu Jezusa prowadzi cały lud Boży drogą pewną ku pełni Królestwa Bożego.
W tych dniach dziękujemy Bogu, na pewno dużo goręcej niż w czasie minionym, za Piotra naszych czasów. Ale mamy i tę świadomość, że dotyka każdego z nas cień wielkich zgorszeń synów Kościoła. Carlo Carretto w książce Bóg, który nadchodzi tak pisze: "Kościół - jakże sprzeczne uczucia budzi we mnie, a przecież jakże go miłuję! Ileż przezeń wycierpiałem, a przecież tyle mu zawdzięczam! Chciałbym, aby został obalony, a przecież potrzebuję jego obecności. Tyle skandali wywołał, a przecież dzięki niemu zrozumiałem, co to świętość. Nie spotkałem na świecie niczego bardziej obskuranckiego, bardziej skompromitowanego, bardziej fałszywego a jednocześnie nie doświadczyłem niczego równie czystego, tak szlachetnego i pięknego. Ileż to razy miałem ochotę zatrzasnąć mu przed nosem drzwi mojej duszy i ile razy pragnąłem umrzeć w mocnym uścisku jego ramion! Nie, nie mogę się od niego uwolnić, bo sam jestem jego częścią. A zresztą, dokąd bym poszedł? Czy zbudowałbym inny Kościół? Przecież nie ustrzegę się tych samych wad i błędów, bo to ja jestem ich nośnikiem. A jeślibym go zbudował, to będzie już mój Kościół, a nie Chrystusowy. Jestem już na tyle stary, aby rozumieć, iż nie jestem lepszy od innych."
Spotykam co jakiś czas kogoś kto twierdzi: "...a ja już nie wierzę". Czy to znaczy, że doznał rozczarowania, albo w swojej naiwności łudzi się, że on jest lepszy i bardziej wiarygodny? Święty Franciszek powiedział kiedyś z naciskiem: "Uważasz mnie za świętego, a nie wiesz, że mogę mieć jeszcze dzieci z prostytutką, jeśli Chrystus mnie nie podtrzyma." Bo wiarygodność nie jest cechą ludzi. Tylko Bóg jest wiarygodny. Człowiek jest słaby, ułomny, ale Bóg dał mu wolną wolę poprzez którą może otworzyć się na przyjęcie Bożej mocy. Ta Boża moc płynie nieustannie w niewidzialnych żyłach widzialnego Kościoła. Ten Kościół, jak napisał Maritain, "otrzymał od Boga osobowość nadnaturalną, świętą, niepokalaną, czystą, doskonałą, nieomylną, umiłowaną jako Oblubienica Chrystusa i godną tego, abym i ja Ją umiłował jak najlepszą matkę." Tu można zobaczyć tę nieprzeniknioną tajemnicę Chrystusowego Kościoła, który z jednej strony ma moc dawania świętości a z drugiej - ten sam Kościół składa się tylko z samych grzeszników.
Dobrze jest przypomnieć sobie słowa św. Pawła: "Ilekroć niedomagam tylekroć jestem mocny".
Proszę Cię Panie, abyś z mojego grzesznego serca więcej wykrzesał ufności, bo wtedy będę mógł odpowiedzieć na Twoje dzisiaj zadane mi pytanie.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 56,1.6-7):
Tak mówi Pan: Zachowujcie prawo i przestrzegajcie sprawiedliwości, bo moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się objawić. Błogosławiony człowiek, który tak czyni, i syn człowieczy, który się stosuje do tego: czuwając, by nie pogwałcić szabatu, i pilnując swej ręki, by się nie dopuściła żadnego zła. Niechże cudzoziemiec, który się przyłączył do Pana, nie mówi tak: Z pewnością Pan wykluczy mnie ze swego ludu. Rzezaniec także niechaj nie mówi: Oto ja jestem uschłym drzewem. Tak bowiem mówi Pan: Rzezańcom, którzy przestrzegają moich szabatów i opowiadają się za tym, co Mi się podoba, oraz trzymają się mocno mego przymierza, dam miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne. Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 67,2-3.5.8):
REFREN: Bóg miłosierny niech nam błogosławi
Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi, *
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę, *
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.
Niech się narody cieszą i weselą,+
bo rządzisz ludami sprawiedliwie *
i kierujesz narodami na ziemi.
Niechaj nam Bóg błogosławi, *
niech się Go boją wszystkie krańce ziemi.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 11,13-15.29-32):
Do was, pogan, mówię: Będąc apostołem pogan, przez cały czas chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia. Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia? Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. Podobnie bowiem jak wy niegdyś byliście nieposłuszni Bogu, teraz zaś z powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiliście miłosierdzia, tak i oni stali się teraz nieposłuszni z powodu okazanego wam miłosierdzia, aby i sami mogli dostąpić miłosierdzia. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie.
EWANGELIA (Mt 15,21-28):
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.
KOMENTARZ
Od dawna zapowiadany i oczekiwany Bóg kiedy wreszcie przyszedł do swojej własności, swoi Go nie przyjęli. Dlaczego ci wybrani i tak troskliwie przez Bożą Wszechmoc prowadzeni z pokolenia na pokolenie nie rozpoznali czasu przyjścia Syna Bożego? Czyżby w swojej pewności posiadania prawdziwego kultu Jedynego Boga weszli aż na taką wyższość, że traktowanie obcych z pogardą wydawało się być dla nich czymś naturalnym?
Pan Jezus poprzez swój dialog z kobietą z ziemi Kanaan zwraca uwagę, że będąc blisko Boga faktycznie można być od Niego oddalonym, i to bardzo daleko. I odwrotnie: ci, których uważa się za pozostających zupełnie poza kręgiem Bożego błogosławieństwa - właśnie to oni mogą być bardzo bliziutko samego Boga. To jest właśnie głównym tematem dzisiejszego Słowa Bożego. Pan Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, również tych, którzy, jak pisze o. Jacek Salij, "nie należą jeszcze widzialnie do Jego ludu. Kobieta kananejska pochodziła przecież z narodu, który w Starym Testamencie był uważany za przeklęty przez Boga! To właśnie Kananejczycy oddawali się różnym formom bałwochwalstwa, łącznie z zabijaniem własnych dzieci na ofiarę Molochowi, o czym z takim przerażeniem mówią księgi Starego Testamentu. I oto właśnie kobieta kananejska, kobieta pochodząca z tego właśnie narodu, zasłużyła sobie na najwyższą pochwałę Zbawiciela: 'O niewiasto, wielka jest twoja wiara!' Trudno o większy dowód, że jest wolą Bożą, aby dobra nowina o zbawieniu docierała nie tylko aż na krańce świata, ale również aż na krańce ludzkiej grzeszności - również tam, gdzie grzech ludzki jest bardzo wielki".
Gdy podąża się tą ścieżką przestają szokować Jezusowe odpowiedzi, którymi posługuje się po to, aby odzwierciedlić faktyczny stan rzeczy: mianowicie istniejącą ogromną niechęć, właściwie nienawiść, która dzieliła te dwa narody. Chrystus używa tu malarskiego języka. Tworzy coś w rodzaju, jakby powiedział ks. biskup Pietraszko, bardzo ciemnego rembrandtowskiego tła. Czyni tak właśnie dlatego, aby następnie wprowadzić bardzo jasną, wyraźną biel, która jest światłem. I wychodzi obraz ciepły, ewangeliczny. Bo im ciemniejsze tło, tym wyraźniejsze staje się Jezusowe przesłanie.
Jezus znał możliwości, które wypełniały serce kananejki. Bo Jego odpowiedzi nie oddalały jej od Niego. Nie potrafiły zniechęcić. Wręcz przeciwnie - wzmogły jej nalegania i prośby. Dlatego tak bardzo została wynagrodzona jej wytrwałość. Tu odnajduję podobieństwo mojej sytuacji, w której znajdowałem się po wielokroć w moim życiu. Z tym, że po wielokroć odchodziłem smutny od Jezusa, bo wydawało mi się, że mnie nie wysłuchał. Pozostawało wielkie milczenie. Wiele razy zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że takie milczenie bywa błogosławione. W cierpliwym oczekiwaniu dzieje się to, co z ziarnem posianym w ziemi - dojrzewa. W takich sytuacjach może i powinna dojrzewać moja wiara, moje zaufanie do Boga z tym pokornym przeświadczeniem, że, jak powiedział Jezus: Beze mnie nic dobrego nie możecie uczynić. Cierpliwość jest więc łaską. Umiejętność czekania sprawia, że oto w czasie, który Bóg uzna za stosowny - dane jest człowiekowi uczestniczyć w rzeczywistości, która przekracza go całkowicie.
Wystarczy spojrzeć na zdziwienie Marty i Marii dlaczego Jezus nie przyszedł, kiedy ich brat a przyjaciel Jezusa chorował. Dlatego pytają: Panie, gdybyś tu był, Łazarz by nie umarł? Ale Jezus zażądał wiary: "Czyż nie powiedziałem ci, jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?" I ujrzały.
Najdoskonalszym zaś wzorem całkowitego zawierzenia Bogu jest Maryja, Matka Jezusa. Kiedy przy Zwiastowaniu wypowiedziała: "Niech mi się stanie według Słowa Twego" Bóg dał Jej poznać w całej rozciągłości ile kosztuje zgodzenie się na Boże plany. Tak rzadko jest o Niej mowa na kartach Ewangelii. Zaś w tych niewielu miejscach, w których jest, musi słuchać bardzo trudnych słów swojego Syna. Na weselu w Kanie Galilejskiej "kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoje sprawa, Niewiasto?"
Nawet kiedy był jeszcze jako dwunastoletni odnaleziony w świątyni po trzech dniach szukania. Na pytanie Matki: "Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział". Ale Ona jednak wierzyła i to w każdej sytuacji swojego życia, że w ten dziwny, niezrozumiały sposób Bóg realizuje zbawianie świata. To były "te wielkie rzeczy", które Ona wyśpiewała w Magnifikat. Wiele wydarzeń w Jej życiu było całkowicie nie do przyjęcia. Jak zaakceptować narodziny Syna Bożego w stajni? Potem pod osłoną nocy uciekać do Egiptu wiedząc że tyle niemowląt zabitych i tyle rodzin w żałobie? Jak nie widzieć w tym wszystkim żadnej sprzeczności? A po 33 latach musi patrzeć na okropną, straszną mękę i śmierć swojego Syna. Ona godziła się na wszystko czego zażądał Bóg. I godziła się z ufnością - dlatego jest współ-odkupicielką.
Idę stacjami Drogi Krzyżowej i pojąć nie mogę, że Miłość Boga w taki sposób do mnie dociera.
Proszę Cię Panie, daj mi tę łaskę, abym każdego dnia wciąż i za każdym razem choćby o maleńką odrobinę lepiej potrafił zaufać Twojej woli. Bo odkupienie świata jest tajemnicze, ale wciąż się realizuje pomimo wszelkich pozorów. Dzisiejsze II Czytanie kończy się takimi słowami: "Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (1 Krl 19,9a.11-13):
Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 85,9ab-14):
REFREN: Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie
Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg: *
oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie +
dla tych, którzy Mu cześć oddają, *
i chwała zamieszka w naszej ziemi.
Łaska i wierność spotkają się ze sobą, *
ucałują się sprawiedliwość i pokój.
Wierność z ziemi wyrośnie, *
a sprawiedliwość spojrzy z nieba.
Pan sam obdarza szczęściem, *
a nasza ziemia wyda swój owoc.
Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość, *
a śladami Jego kroków zbawienie.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 9,1-5):
Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen.
EWANGELIA (Mt 14,22-33):
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.
KOMENTARZ
W jednym z opowiadań Tołstoja można znaleźć taką historię o trzech bardzo świątobliwych starcach. Mieszkali sobie na maleńkiej wyspie i znali tylko jedną modlitwę: Was jest Trzech i nas jest trzech; zmiłujcie się nad nami! Pewnego dnia biskup, który był odpowiedzialny również za tę maleńką wyspę, bo znajdowała się na terenie jego diecezji, postanowił odwiedzić starców, aby przekonać się czy rzeczywiście owi starcy znają tylko tę jedną - jego zdaniem - bardzo dziwaczną modlitwę. Kiedy przybył i stwierdził, że tak jest naprawdę postanowił od razu nauczyć ich Modlitwy Pańskiej. Poświęcił im nawet dużo czasu, bowiem pamięć staruszków nie była już taka jak u młodych. Po pewnym czasie musiał wracać. Wsiadł na statek. Odpływając od brzegu nagle zobaczył jak trzej starcy idą w jego kierunku po wodzie jak po lądzie. Biskup oniemiał z wrażenia. Poprosił kapitana, aby zatrzymał statek. A trzej świątobliwi starcy przybliżając się wołali: Biskupie, zapomnieliśmy słów tej modlitwy, której nas uczyłeś, a która - jak mówiłeś - jest bardzo ważna.
Wtedy dopiero biskup zrozumiał jak wielka była wiara starców. Dlatego odpowiedział im słowami pełnych podziwu: Idźcie w pokoju i módlcie się tak jak dotychczas; przekonałem się, że to nie ja powinienem was uczyć modlitwy, ale wy mnie!
Dzisiejsze Boże Słowo pokazuje mi niebezpieczną przestrzeń. Bo co to znaczy, że apostołowie płyną po niespokojnym jeziorze? Na pewno muszą być czujni na żywioł, który ich otacza, na mogące nadejść w każdej chwili zagrożenie. Wydawało im się, że Pan Jezus był daleko od nich. Wypłynęli wieczorem na całą noc. Ale Chrystus nie był daleko. Był na modlitwie, spędzając na niej też całą noc, jak zwykł czynić to często. Rozmawiał ze swoim Ojcem. Jego modlitwa na pewno dotyczyła i Jego uczniów, bo On widział, że znajdują się w niebezpieczeństwie. Dlatego o brzasku dnia przyszedł do nich po falach jeziora jak po ubitej drodze. Dlaczego więc przeraził ich ten widok? Bo bywa tak; jeżeli sytuacja wymyka się czysto ludzkiej logice, prawidłom zdrowego rozsądku - wtedy mówi się o absurdzie. W Kościele wielu ludzi szuka jedynie twardego oparcia o konkret ziemskiej tylko rzeczywistości, żeby postawić swoje stopy na twardej, udeptanej i bezpiecznej drodze. I to jest oczywiste, bo tak nas Pan Bóg stworzył dając ciało i zmysły i cały otaczający nas świat. Ale nie można nie widzieć tej rzeczywistości Kościoła, która nie mieści się już w ramach ludzkiego jedynie rozumowania. Tą rzeczywistością jest Chrystus - najprawdziwszy i najbardziej obecny, który owszem, chodzi razem z nami po ziemskich drogach, ale Boży Syn, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek równocześnie chodzi "swoimi drogami". Jeżeli zbytnio ufam sobie, albo odwrotnie - w mojej bardzo trudnej sytuacji nie widzę żadnego już wyjścia - to wtedy Boża wszechmoc może przerazić.
Ojciec Jacek Salij komentując Jezusowe przyjście po falach wzburzonego jeziora, aby uratować swoich uczniów, twierdzi, że "dokładnie tak samo my się nieraz zachowujemy: boimy się, żeby przypadkiem Pan Jezus nas nie uratował. Wydaje nam się, że przecież to niemożliwe, żebym mógł się wyrwać z nałogu pijaństwa czy z innego nałogu, który niszczy moją wolność, albo żeby się dało ocalić jedność mojej rozbitej rodziny. A przecież u Boga nie ma nic niemożliwego. Czasem nasza małoduszność osiąga taki poziom, że Bóg przychodzi nam na ratunek, a my nie chcemy, żeby przychodził. Przyzwyczailiśmy się do świata, w którym panuje egoizm i śmierć. Pomieszanie dobra ze złem wydaje nam się czymś swojskim, dlatego boimy się Boga, boimy się prawdziwej miłości, wolimy naszą moralną byle jakość."
Chrystus mówi do każdego: "Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się." I ci, którzy potrafią usłyszeć Jego głos - bez wahania decydują się tak jak Piotr: "Panie, jeżeli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie." Jak wielkiej potrzeba w takiej sytuacji ufności, aby wyjść z łodzi i iść po wzburzonej fali. Dopóki Chrystus wraz ze swoim Kościołem nie wykracza poza horyzont doczesności - wielu potrafi okazywać swoją aprobatę i swoje poparcie. Ale kiedy Chrystus zaprasza do wyjścia poza burtę doczesnej łodzi wskazując dokąd człowiek powinien dojść - wtedy najczęściej kwituje się Bożą naukę określeniem: urojenie, złudzenie, zjawa, opium.
Ta dzisiejsza scena z wodą obrazuje rzeczywistość, w której toczy się ludzkie życie zanurzające się nieustannie w grzechach, bo grzech zalewa całą ziemię. Prawdziwą Dobrą Nowiną jest przyjście Bożego Syna, który nie tylko, że nie utonął w tych wodach grzechu i nie tylko je uciszył idąc po nich jak po ubitej drodze, ale ich niszczycielską moc definitywnie i całkowicie pokonał.
Wiem, że każda moja spowiedź jest kroczeniem ku Tobie, Panie Jezu Chryste. Dlatego wołam i wołam coraz głośniej pomiędzy moimi spowiedziami: "Panie, ratuj!"
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 55,1-3a):
To mówi Pan Bóg: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę - na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 145,8-9.15-18):
REFREN: Otwierasz rękę, karmisz nas do syta
Pan jest łagodny i miłosierny, *
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich, *
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, *
a Ty karmisz ich we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę *
i karmisz do syta wszystko, co żyje.
Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach *
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, *
wszystkich wzywających Go szczerze.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,35.37-39):
Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
EWANGELIA (Mt 14,13-21):
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
KOMENTARZ
W moim rodzinnym parafialnym kościele znajduje się ogromny obraz ilustrujący właśnie dzisiejszą Ewangelię. Na tle pięknej galilejskiej scenerii widać wielką rzeszę ludzi. Na pierwszym planie jest Jezus, który błogosławi dwie ryby i pięć chlebów w koszyku podnoszonym przez chłopca otoczonego Apostołami.
Wiele razy wpatrywałem się w ten obraz medytując go najpierw naiwnie - szczególnie w latach ministranckich. Później próbowałem już patrzeć bardziej wnikliwie poprzez pryzmat tekstów zapisanych w Ewangeliach. I pamiętam, że często moja uwaga skupiała się wokół kontrastu: tysiące ludzi i taka maleńka ilość jedzenia. Na obrazie widać jak już siedzą grupami. Bo Jezus tak polecił: "Każcie ludziom usiąść". Ale zanim do tego doszło, najpierw wiara Apostołów została wystawiona na próbę. Bo kiedy, zresztą bardzo praktycznie, oświadczyli Chrystusowi: "Miejsce jest pustynne, każ rozejść się tłumom, niech idą do wsi i zakupią sobie żywności" usłyszeli odpowiedź: "Nie potrzebują odchodzić, wy dajcie im jeść". Jak? W jaki sposób? Jak znaleźć wystarczająco chleba, aby zaspokoić głód tylu ludzi? Tu nie chodzi tylko o przełamanie swojego egoizmu, aby zatroszczyć się o innych - co jest przeciwieństwem do wzruszenia tylko ramionami i powiedzenia: niech ludzie sami sobie radzą. Tu Jezus przede wszystkim oczekuje, aby Mu zaufano. Oczekuje tego najpierw od Apostołów, a później od wszystkich słuchaczy. Ks. Ludwik Evely w książce Ojcze nasz pisze, że "wszystko zaczęło się od aktu wiary. Czy zwróciliście uwagę na rozkaz, jaki Chrystus wydaje, - warunek, jaki stawia przed dokonaniem cudu? "Usiądźcie!" Zażądał od nich aktu ufności, zawierzenia, oddania się w Jego ręce.
Jak długo stali, jak długo mogli zostać lub pójść sobie, mieli szansę zdobycia pokarmu własnym sposobem. Mogli spotkać przyjaciela, jakiegoś handlarza z prowiantem, pójść do jakieś gospody, znaleźć jakieś owoce. W każdej chwili mogli odejść.
Usiąść, znaczyło wyrzec się samowystarczalności i liczenia na własne siły. Wymagało polegania tylko na Nim.
Gdy usłyszeli to zaproszenie, wielu chyba się zawahało. Wymagał od nich tego, co najwięcej kosztowało, tego, czego właśnie nie chcieli uczynić. Byli poruszeni, niespokojni, zmęczeni głodem, a On im proponował, by usiedli i zaufali.
Długo się wahali. Takie bezwzględne wymagania godziły prosto w serce, rozpętały w nich walkę z lękiem i pychą. Czy uwierzą, że może ich nakarmić?"
Na obrazie z mojego kościoła artysta uchwycił właśnie ten moment: niektóre grupy ludzkie już siedziały. Inne zachęcone ich przykładem też powoli siadały. Bo ta chwila była czymś nadzwyczajnym. To był właściwy cud. Bo kiedy zaczął krążyć chleb pomiędzy nimi, wtedy nikt się już nie dziwił. Sprawił to Jezus. Wydobył z nich cud wiary. Oni uwierzyli. Tamto wydarzenie było zapowiedzią naszych Eucharystycznych spotkań. Jednak w tym rozważaniu nie można przeoczyć smutnego faktu, który miał miejsce zaraz potem. Chrystus kontynuując swoje nauczanie mówił wyraźnie, że to On jest prawdziwym chlebem, który z nieba zstąpił: "Kto spożywa moje Ciało będzie żył na wieki". I jak zaznaczają Ewangeliści, wtedy bardzo wielu odeszło i już nie chodzili za Jezusem. "Wielu mówiło: Trudna jest to mowa. Któż jej może słuchać". Mimo to Jezus nie zmienił swojego nauczania. Zapytał tylko swoich najbliższych: "Czy i wy chcecie odejść?"
Dlatego trzeba mi wciąż powtarzać za Szymonem Piotrem: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego". I powtarzam bardzo często, bo żyję tu - wśród szkockich kalwinów. Ich krańcowy odłam Free Church of Scotland odszedł aż tak daleko, że Mszę św. nazywa bluźnierstwem.
Każdego niedzielnego poranka idę do kościoła św. Szymona. Ulice są jeszcze puste. Wiatr tylko świszcze podrzucając zmoknięte śmieci. Mijam kilka kościołów szkockiego wyznania. Niektórych ministres Church of Scotland znam osobiście, głównie ze wspólnych odwiedzin u małżeństw próbujących połączyć podzielonego Chrystusa. W spotkaniu z nimi wyczuwam przede wszystkim ludzką życzliwość i serdeczność, a później dopiero odmienność drogi. Przyznajemy się, że zdążamy do tego samego Mistrza. Ale nasze drogi, jak inaczej ubite, z innej nawierzchni, prowadzą poprzez zupełnie inne, żeby nie napisać - obce dla mnie krajobrazy.
Panie Jezu Chryste proszę, abyś ogarnął swoim miłosierdziem tych, którzy omijają szerokim łukiem drogi prowadzące do Twojego Kościoła, z którego kiedyś ich przodkowie wyszli, bo widok czynionego zła poprzez Twoje sługi zasłonił im całkowicie Twoją Najświętszą obecność. Proszę, ogarnij i mnie, bo wciąż tak mało i nie dość klęczę przed tabernakulum, w którym Ty jesteś obecny, żywy i prawdziwy pod osłoną chleba.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (1 Krl 3,5.7-12):
Gibeonie ukazał się Pan Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 119,57.72.76-77.127-130):
REFREN: Jakże miłuję prawo Twoje, Panie
Panie, Ty jesteś moim działem, *
przyrzekłem zachować Twoje słowa.
Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze *
niż tysiąc sztuk złota i srebra.
Niech Twoja łaska będzie mi pociechą *
zgodnie z obietnicą, daną Twemu słudze.
Niech mnie ogarnie Twoja łaska, a żyć będę, *
bo Twoje Prawo jest moją rozkoszą.
Przeto bardziej miłuję Twoje przykazania *
niż złoto, niż złoto najczystsze.
Dlatego uważam za słuszne wszystkie Twe postanowienia, *
i nienawidzę wszelkiej drogi fałszu.
Twoje napomnienia są przedziwne, *
dlatego przestrzega ich moja dusza.
Poznanie Twoich słów oświeca *
i naucza niedoświadczonych.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,28-30):
Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał - tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił - tych też obdarzył chwałą.
EWANGELIA (Mt 13,44-52):
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.
KOMENTARZ
W naszej polskiej wspólnocie tu na obczyźnie miałem i wciąż mam bardzo wiele okazji odwiedzać Rodaków urodzonych nieco wcześniej. Z resztą zdecydowana większość z nas jest z tamtego, minionego już wieku. Chcę dziś wspomnieć o jednym z takich odwiedzin, które miało miejsce dawno i daleko stąd. Stary człowiek kiedy zobaczył księdza rozpłakał się. Ręką wskazał na krzesło mówiąc: "Niech wielebny usiądzie". Jakiś czas trwała cisza, po czym tak rozpoczął swoją rozmowę: "Widzi ksiądz, jestem przykuty do łóżka, z którego mnie pewnego dnia wyniosą na cmentarz. Teraz mam dużo czasu na myślenie. I powiem księdzu, że dopiero teraz dotarło do mnie co w życiu jest najważniejsze - miłość. Tu nie chodzi o miłość do kobiety, czy o miłość do najbliższych. Chodzi o miłość, która jest obecna w każdym poczynaniu - a jest to możliwe wtedy gdy tak naprawdę człowiek zobaczy jak dobry jest Bóg pomimo nieodwzajemnionej ludzkiej miłości. Zrozumiałem tę podstawową prawdę dopiero teraz, gdy moje życie dobiega kresu. Przez tyle lat tyle energii i tyle zaangażowania wkładałem w różne sprawy, w rozmaite rzeczy. Nagromadziło się ich wiele, bo łudziłem siebie myśląc, że one są bardzo ważne i istotne w życiu. Dziś wiem, że to nic nie miało wspólnego z prawdziwą miłością. Powiem księdzu, że jestem Panu Bogu wdzięczny za te kilka tygodni ciężkiej choroby, ponieważ dopiero teraz zrozumiałem co w życiu jest najważniejsze. Szkoda tylko, że tak późno. Gdybym wcześniej zdał sobie sprawę z tego - moje życie byłoby inne, przede wszystkim byłoby pełniejsze i sensowniejsze." Stary człowiek znalazł u schyłku swoich dni tę właściwą perłę, skarb.
Dziś Pan Jezus, żeby przybliżyć tę prawdę, posługuje się trzema przypowieściami. Pierwsze dwie mówią o znalezieniu skarbu w roli i o odkryciu drogocennej perły. Trzecia zaś przypowieść pokazuje konsekwencje wyboru u kresu ludzkiej wędrówki, który to wybór pociąga za sobą wybranie jednych, a odrzucenie drugich. Boży dar jest niewyobrażalną szansą daną człowiekowi. Człowiek mając wolną wolę może wybierać. Rolnik i kupiec kierując się roztropnością bez wahania wyzbywa się wszystkiego, po to tylko, aby posiąść cenny skarb. A czy ja, chrześcijanin, rozumiem o jaką stawkę chodzi? Jeżeli pojmuję na czym polega Boży dar - wtedy to wszystko z czym tak bardzo egoistycznie się związałem - potrafię ustawić we właściwym dystansie. I ciekawa rzecz, że ten właściwy dystans daje prawdziwą swobodę. Czemu więc tak trudno wyzbyć się nagromadzonego bagażu? Często powodem jest lęk, obawa, że postrada się swoje owce, barany, osły, suknie, pieniądze, tytuły, władzę.
Jeżeli mnie męczy wyrzeczenie się czegokolwiek dla Boga - byłby to znak, że gubię odnaleziony skarb. Ale dopóki człowiek jest jeszcze po tej stronie życia, przed żniwem - wciąż ma szanse odnaleźć ukryty skarb. Tym skarbem jest niewidoczny dla oczu ciała sam Bóg. Bo tylko w Bogu mieści się właściwy sens ludzkiej egzystencji.
Jest takie opowiadanie o pielgrzymie. Pewnego wieczoru stanął on na skraju wioski. Patrzył na domy myśląc w którym będzie mu dane spędzić noc. I wtedy usłyszał biegnącego w jego kierunku zdyszanego wieśniaka. Już z daleka wołał, aby dał mu kamień wyśniony minionej nocy. Bo taki miał sen, że o zmroku na skraju wioski spotka pątnika, który podaruje mu bardzo kosztowny kamień, dzięki któremu będzie bogaty do końca życia. Pielgrzym popatrzył do swojej torby i po chwili wyjął kamień i powiedział: "To pewnie ten, o którym śniłeś. Proszę, jest twój. Możesz go sobie zatrzymać. Znalazłem go wczoraj kiedy szedłem przez las". Wieśniak bardzo ucieszył się. Trzymając ten drogocenny kamień, który, jak się okazało, był diamentem, pobiegł szybko do swojego domu. Schował go w bezpiecznym miejscu. Położył się spać. Ale zasnąć już nie mógł. Myślał tylko o tym diamencie. Przewracał się z boku na bok i taki umęczony o brzasku dnia wziął ten drogi kamień i poszedł szukać pielgrzyma. Kiedy go odnalazł zaczął go usilnie prosić: "Daj mi to bogactwo, które pozwoliło ci oddać ten diament tak lekkim sercem!"
Pan Bóg stawia przed każdym człowiekiem pytanie: "Proś o to, co mam ci dać". Salomon poprosił Boga o mądrość. Podobno taka prośba jest najbardziej rzadkim przedmiotem ludzkich próśb - a przecież na jej brak słyszy się ustawiczne narzekanie. Tylko, jeżeli ja siebie z tego grona wyłączam - jest to niepokojący znak. No bo skoro wszyscy są tacy mądrzy i każdy wszystko wie - to dlaczego jest tak źle?
Dlatego, bo nie klękam przed Bogiem i nie proszę Go wiedząc kim jestem wobec Niego!
Panie Jezu Chryste, Ty jeden wiesz, Ty wszystko wiesz i Ty wiesz jak bardzo potrzebuję Twojej mądrości, abym w codzienności każdego dnia coraz głębiej dokopywał się do ukrytej perły, którą jest zbawienie świata.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Mdr 12,13.16-19):
Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 86,5-6.9-10.15-16a):
REFREN: Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy
Tyś, Panie, dobry i łaskawy, *
pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją *
i zważ na głos mojej prośby.
Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone,
i Tobie, Panie, oddadzą pokłon, +
będą sławiły Twe imię. *
Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda:
tylko Ty jesteś Bogiem.
Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia, *
do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
Wejrzyj na mnie *
i zmiłuj się nade mną.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,26-27):
Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.
Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki.
EWANGELIA (Mt 13,24-43):
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza. Inną przypowieść im powiedział: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście! On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!
KOMENTARZ
Po wysłuchaniu dzisiejszego Słowa Bożego wydaje się być oczywistym, że na świecie są ludzie dobrzy i są ludzie źli. Dokładnie jak w Jezusowej przypowieści - na polu równolegle obok siebie rośnie i pszenica, i chwast. Dlatego reakcja sług gospodarza zdziwionych skąd wziął się chwast, skoro posiane było tylko dobre nasienie, jest bardzo zrozumiała: "Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?" Ale gospodarz nie zgodził się. I powiedział dlaczego.
Na pewnej wyspie żyli ludzie bardzo spokojnie. Panowała wśród nich harmonia i prawdziwy pokój. Ale przyszedł czas, że na tym błogim miejscu wszystko się zmieniło. Pojawiły się kłopoty, niepokój i strach. Dobrzy ludzie bardzo byli tym zmartwieni i nie wiedzieli co robić. Obwiniali za ten stan rzeczy stosunkowo małą grupę osób, która była przyczyną wzrastającego niepokoju. Dlatego postanowili tych złych odizolować od siebie. Wyznaczyli dla nich specjalną część na wyspie - najbiedniejszą i najbardziej ponurą. Ogrodzili ją wysokim płotem. I zaczęła się segregacja, która w teorii wyglądała prosto. Każdy wiedział, albo myślał, że wie, kto jest złodziejem, wandalem, handlarzem narkotyków, zboczeńcem, mordercą niewinnych ludzi i tak dalej. Ale w praktyce okazało się, że to dzielenie na dobrych i złych jest bardzo skomplikowane. Ci, których próbowano umieścić za wysokim murem zaczęli się opierać. Bo kto by chciał nosić etykietką z napisem: "zły"? Czy być traktowanym jak trędowaty? Wiele rodzin przeżywało rozdarcie. Mimo że dzieci zostawały osierocone, przyjaciele rozdzieleni - akcja tropienia trwała nadal. I tak po jednej stronie muru byli źli ludzie, a po drugiej - tylko przyzwoici, uczciwi, szanowani, religijni, przestrzegający prawa.
Na tej wyspie żył również świątobliwy starzec, któremu na imię było Antoni. Przez wszystkich mieszkańców bardzo był szanowany i podziwiany. I oczywiście dobrzy ludzie byli przekonani, że zostanie z nimi. Ale zdziwili się i doznali szoku, kiedy zobaczyli, że on zamieszkał ze złymi.
- Antoni! - to nie jest w porządku, protestowali porządni. Dlaczego? - przecież ty najbardziej zasługujesz, aby być po naszej stronie ogrodzenia.
- Tak myślicie naprawdę? - odpowiedział Antoni. Wy uważacie się za niewinnych, prawych i czyniących pokój, a tych innych - za wcielone diabły. Oszukujecie samych siebie. Wasza niewinność jest tylko wyimaginowana. Kto może powiedzieć, że jest dobry albo zły? Kto z nas może powiedzieć, że nie ma w sobie zła albo, że nigdy nie uczynił nic złego? Przede wszystkim to, co potępiacie u innych jest w was. Przez odrzucenie waszych braci i sióstr mających też prawo do zbawienia, popełniliście wielki błąd. Ja pozostaję po tej stronie ogrodzenia, ponieważ ja także czyniłem zło. Ja także jestem grzesznikiem.
Kiedy wysłuchali jego argumentacji zdecydowali się już więcej nie robić żadnych podziałów i rozebrali wysoki płot.
Jak łatwo i jak chętnie przychodzi człowiekowi rozdzierać swoje szaty oburzając się grzechami innych. Przypowieść o pszenicy i kąkolu tak by się chciało inaczej zaaplikować. Załatwić doraźnie. Tymczasem Boży Siewca obsiewając glebę ludzkiego serca jak bardzo szanuje wolną wolę i daje człowiekowi czas. Z jak wielką cierpliwością znosi głupotę człowieka. Czy ja nigdy nie miałem pretensji do Pana Boga za to, że jest wieczny, że myśli kategoriami wiecznymi? Ależ tak. Bo ja nie mam cierpliwości ani do zła, które widzę tylko u innych, ani do ich przeróżnych słabości. Tak by się chciało ponakręcać Boże zegary według ludzkich zegarków szybko cykających. A gdzie jest Boże prawo do wolności, do mądrości, do dobroci, do wieczności? W moich zapiskach znalazłem tekst ks. Pasierba dotyczący właśnie braku ludzkiej cierpliwości: "My byśmy uporali się z wrogami Boga. My byśmy pozałatwiali wszystkich Malchusów. W stosunku do ludzi nasza niecierpliwość wyraża się przede wszystkim w nietolerancji i w braku wyrozumiałości - które to cnoty są mądrością błogosławioną. Jak często zdarza się nam mówić: 'Ja go znam na wylot'. 'Oni wszyscy tacy'. 'On się na pewno nie zmieni'. To są straszne zdania, ponieważ człowiekowi nie wolno tak mówić. Tu wyraźnie stajemy w roli wszechwiedzącego i wszechmogącego Boga. Bóg tak nie mówi o nikim. A my tak mówimy o wielu ludziach - jako sędziowie, jako ci którzy potępiają. Po tej stronie życia, przed żniwem nie wiemy, naprawdę nie wiemy kto jest dobry, a kto jest zły".
Nie ferowałbym takich sądów, gdybym zdał sobie sprawę z faktu, że to ja jestem grzesznikiem i przed Najświętszym Bogiem jestem absolutnym nędzarzem.
Klęczę wiec przed Tobą Panie i milczeć próbuję. Bo Twoje Słowo posiane na ludzkim sercu tylko w ciszy rośnie - jak ziarno głęboko ukryte w ziemi.
Proszę Cię Panie o łaskę przemiany serca, bo wtedy kąkol, który diabeł już zdążył nasiać, nie zdoła zagłuszyć Twojego siewu.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Iz 55,10-11):
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 65,10-14):
REFREN: Na żyznej ziemi ziarno wyda plony
Nawiedziłeś i nawodniłeś ziemię, *
wzbogaciłeś ją obficie.
Strumień Boży wezbrany od wody; *
przygotowałeś im zboże.
I tak uprawiłeś ziemię:
nawodniłeś jej bruzdy, wyrównałeś jej skiby, *
spulchniłeś ją deszczami, pobłogosławiłeś płodom.
Rok uwieńczyłeś swymi dobrami, *
gdzie przejdziesz, wzbudzasz urodzaj.
Stepowe pastwiska są pełne rosy,
a wzgórza przepasane weselem, *
łąki się stroją trzodami,
doliny okrywają się zbożem, *
razem śpiewają i wznoszą okrzyki radości.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,18-23):
Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała.
EWANGELIA (Mt 13,1-23):
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.
KOMENTARZ
Przypowieść o siejbie, którą Pan Jezus opowiedział dziś na nowo, jest tak prosta i tak pokorna, że nawet dziecko łatwo ją pojąć może a przecież mieści w sobie tyle niezgłębionej treści, iż nigdy nie dość, aby do końca ją wyczerpać.
Zasiewane ziarno Boży Syn przyrównuje do siebie samego. Z tego ziarna wyrasta i Prawda i Życie i Miłość i choć tylko czwarta część zasianego ziarna przyniesie obfity plon - to jednak każde posiane Słowo nie powraca bezowocnie, bowiem w swoim czasie - Bogu tylko wiadomym - dopełnia swego posłannictwa.
Boże życie dane człowiekowi poprzez sakrament chrztu jest uzależnione od ludzkiego przeżywania czasu i ludzkich decyzji. Owoc wydaje ziarno i tylko ziarno, ale jest ono uzależnione od gleby. A ziarno pada na różną glebę. Pan Jezus wymienia w swojej przypowieści rozmaite gleby. I ciekawa rzecz, że tak jak mówi się o plennej odmianie ziarna - tak samo mówi się o urodzajnej glebie. Mimo, że to wcale nie gleba daje ziarno, tylko ziarno daje ziarno. Ale bez gleby ziarno ziarna nie wyda.
Przenosząc ten obraz na poletko ludzkiego serca człowiek nie wie jak długo musi spoczywać Boże ziarno w tej czy w innej glebie, by móc wykiełkować, wypuścić korzenie i róść ku owocowaniu. Dlatego Jezusowe przesłanie daje nadzieje i zaufanie mojemu niedowierzaniu, które nie rozumie po co Pan Bóg rzuca ziarno tam, gdzie ptaki je wydziobią, ciernie zagłuszą albo sucha ziemia nie przyjmie. Ale to tylko moja małość lękająca się niepowodzeń i wyrzeczeń nie potrafi cierpliwie czekać nadejścia właściwego czasu, żeby ziarno zaczęło dawać ziarna. Ileż razy było mi już dane doświadczać u siebie i u innych jak nagle Słowo, dawno zasłyszane, rzucone jak ziarno na glebę przebiło zasuszoną ziemię ludzkiego serca, albo nazbyt namokniętą deszczami i zaczęło róść nawet pomimo zimna i niesprzyjającej aury.
Ja wiem, że jestem człowiekiem-ziemią, rozgrzebaną, rozoraną i swoją i cudzą aktywnością. Ja wiem, że jestem pokaleczony cierniami, że noszę winy swoje i cudze, które ciążą mi na plecach jak ciężkie kamienie. A wtedy trudno jest podnieść głowę i zobaczyć czy idę właściwą drogą. Brak orientacji wydaje się dziś być powszechnym zjawiskiem, jakimś znakiem czasu. Zły dobrał sobie wielu współpracowników, którzy bardzo efektownie obsiewają kąkolem wszystko co się da wmawiając przy tym, że nie ma żadnego Siewcy, a wszelkie słowa pochodzą tylko i wyłącznie od ludzi, że czas, w którym się mówiło o Bożych przykazaniach i o obowiązku pracy nad cierniami poranionego człowieczeństwa, dawno już minął, że jest to zjawisko przeszłości, które umarło albo jeżeli jeszcze gdzieniegdzie jest - niedługo i na pewno też umrze. I to bałamucenie bałamuci wielu. A tymczasem "Boże Słowo jest ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku; zdolne osądzać pragnienia i myśli serca."
Żeby zobrazować tę moc Bożego ziarna przypomnę postać św. Augustyna, który będąc nauczycielem retoryki w Mediolanie żył sobie całkowicie beztrosko oddając się wszelkim przyjemnościom i rozrywce. Otóż pewnego upalnego dnia leżąc w ogrodzie w cieniu figowego drzewa posłyszał głosy bawiących się dzieci, które wołały do siebie na przemian: "Bierz i czytaj!" Te dwa słowa tak mocno dotarły do jego świadomości, że wziął rulon Biblii i pierwsze na co natrafił - to był tekst listu do Rzymian: "Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom" (13, 12-14). I to był ten moment przełomu w życiu tego młodego pogańskiego retora. Odtąd stał się nowym człowiekiem, wielkim świętym, którego pisma do dziś nie przestają fascynować.
Panie Jezu Chryste, spraw, aby Twoja przypowieść o siejbie dotarła wreszcie do mnie z całą swoją mocą. Proszę, odmień glebę mojego serca, która niestety wciąż jest jałowa. Niech stanie się żyzną!
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Za 9,9-10):
Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Eframie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 145,1-2.8-11.13-14):
REFREN: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu
Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu, *
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił *
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Pan jest łagodny i miłosierny, *
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich *
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła *
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa *
i niech głoszą Twoją potęgę.
Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach *
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, *
i podnosi wszystkich zgnębionych.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,9.11-13):
Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli.
EWANGELIA (Mt 11,25-30):
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.
KOMENTARZ
Minął miesiąc, któremu towarzyszyła każdego dnia litania do Najświętszego Serca Jezusowego wraz z prośbą: "Jezu cichy i pokornego serca uczyń serca nasze według Serca Twego". W dzisiejszej Liturgii odnajdujemy potwierdzenie tej prośby w słowach samego Jezusa: "Uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych". Od razu przypomina mi się komentarz św. Augustyna do tych słów: "Uczcie się ode mnie, nie stwarzania świata, ani stwarzania wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, ani też czynienia cudów na tym świecie. Ani wskrzeszania umarłych, ale uczcie się ode mnie, że jestem pokorny i łagodny sercem".
Jak nieprawdopodobnie uniżył się Bóg, wystarczy popatrzeć na przyjście Syna Bożego na tę naszą ziemię: grota betlejemska, zwykły żłób. Choć my wolimy unikać tej twardej rzeczywistości. W naszych szopkach, betlejkach tyle jest 'cudowności', że zapominamy o prawdziwym miejscu narodzin Jezusa, które przecież było miejscem dla zwierząt. Zaś kres kończący Jego ziemski pobyt znajduje się na Golgocie. Ukrzyżowanie było najgorszym rodzajem śmierci, przeznaczonym tylko dla złoczyńców, którzy do Rzymian nie należeli - a więc dla obcych. Pomiędzy tymi krańcami 33 lata przeżyte w kraju podbitym w niewolę. Jezus nie miał ani bogatej, ani znaczącej, ani inteligentnej rodziny. Miał właściwie wszystkie ziemskie upokorzenia. Jego uczniowie, poczciwi na pewno, ale jakże niepewni, wciąż chwiejni i słabi. W oczach świata była to gromadka analfabetów. Całe Jezusowe życie upływało w bezpośrednim i w śmiertelnym zagrożeniu. Głosząc Królestwo Boże był nieustannie śledzony i podsłuchiwany, tak, że każde Jego słowo zostało wykorzystane przeciwko Niemu. Uruchomiono, przecież na oczekiwanego od wieków Mesjasza, cały aparat totalitarnego państwa, które było wówczas państwem jedynym i nie mającym alternatywy. Religijni przedstawiciele Jego własnego Narodu, kapłani Jego własnego Ojca robili wszystko, aby Go zabić. Najpotężniejsze na świecie obce mocarstwo zapieczętowało Jego grób. Jezus umierał odarty z wszystkiego. Nawet nie miał całego ciała - bo było podarte biczami, podziurawione gwoździami. Nawet nie miał całego serca, bo zostało ono przebite. Umierał w ciemności i pustce, w odrzuceniu i w nędzy, śmiercią niewolnika i dlatego "Bóg dał mu wszystko" - jak napisał św. Paweł. Więc dał Mu także i nas. W dzisiejszej Ewangelii sam Jezus o tym mówi: "Wszystko przekazał Mi Ojciec mój".
I to On, nasz Pan, ze względu na nas doświadczając tego wszystkiego, wciąż chodzi naszymi drogami, aby być zawsze, w każdej sytuacji z człowiekiem. On widzi to nasze umęczenie, a może przede wszystkim nasze udręczenie własnym egoizmem. Wiem, jak bardzo potrzebuję Jezusowego ukojenia dla mojej duszy, bo znam, ze swojego doświadczenia również, co to znaczy, kiedy życie przygniata. Część tych człowieczych ciężarów wylicza Karl Rahner w książce Przez Syna do Ojca: ..."długie jednakowe godziny, monotonia obowiązków, praca, którą każdy uważa za zwykłą i naturalną, ciągłe i dokuczliwe trudy, za które nikt nie dziękuje, zużycie i nieuchronne ofiary starości, rozczarowania i porażki, nieporozumienia i niezrozumienia, niespełnione życzenia, ból drobnych upokorzeń, uparte obstawanie przy swoim ludzi starych w obronie przed młodymi i równie nieuchronna nielitościwość młodzieży wobec starości i nieporozumienia w bliskim współżyciu".
A moje obciążenie złem? Tu nie o poszczególne epizody chodzi, które są moimi grzechami, ale moje człowieczeństwo skażone grzechem pierworodnym. Św. Augustyn nazywa to skażenie egocentryzmem. Siedzi we mnie głęboko zakorzenione i to jest sedno grzechu. Tu dopiero zrozumiałe staje się diabelskie działanie. Chęć, by za wszelką cenę zrealizować siebie po swojemu - nawet, a może przede wszystkim, na przekór samemu Bogu.
Bardzo trafnie ujął to głębokie człowieka rozdarcie Wolfhart Pannenberg w swoim rozważaniu Kim jest człowiek: "Jakkolwiek najbardziej rozpowszechnionym przejawem grzechu jest pożądliwość, to jednak najgłębszym motywem pożądliwości jest miłość człowieka do samego siebie. Samolubstwo odwraca nas od zainteresowania się ludźmi ze względu na nich samych, ono też przeszkadza kochać Boga dla Niego samego".
Teraz dopiero nabiera sensu Jezusowe zalecenie, dlaczego mam Go naśladować. Bo to łagodność jest wychodzeniem z egocentryzmu do ludzi, do świata, w którym mogę zrealizować swoje człowieczeństwo. W tych właśnie rejonach, które wyznaczył mi Bóg. Pokora serca daje poznanie prawdy o sobie. Wtedy akceptuję siebie, mimo okaleczenia grzechem pierworodnym. Zgadzając się na mój człowieczy los moja nadzieja wzrasta w Bogu, który już tyle razy wyprowadzał mnie ze ślepych ulic, skomplikowanych zdarzeń.
Panie Jezu dziś słyszę Twoje słowa i bardzo pragnę iść za nimi: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Dz 12,1-11):
W owych dnaich Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! - powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 34,2-9):
REFREN: Od wszelkiej trwogi Pan Bóg mnie wyzwolił.
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem, *
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Wysławiajcie razem ze mną Pana, *
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał *
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, *
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał, *
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, *
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, *
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
DRUGIE CZYTANIE (2 Tm 4,6-9.17-18):
Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.
EWANGELIA (Mt 16,13-19):
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
KOMENTARZ
W dzisiejszą uroczystość czcimy świętych Apostołów Piotra i Pawła, którzy obdarzeni różnymi darami są budowniczymi jednego Chrystusowego Kościoła. Kiedy wypowiadamy ich imiona - wypowiadamy je jednym tchem. Mówimy: Piotr i od razu dodajemy: Paweł. Dlaczego? Byli przecież tak różnymi od siebie ludźmi. Piotr zajmował się łowieniem ryb. Za namową swego brata Andrzeja poszedł spotkać Mesjasza. Usłyszał wtedy słowa: "Pójdź za Mną". I poszedł z miejsca, od razu.
Spotkanie zaś Pawła z Panem Jezusem było zupełnie inne. Był uczonym teologiem, pobierał nauki u mądrego rabina Gamaliela, gorliwy wyznawca judaizmu, zagorzały prześladowca chrześcijan aż do momentu kiedy usłyszał tajemne słowa u bram miasta zwanego Damaszkiem: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?"
Ale nie tylko łączy ich zmiana imion - Szymon stał się Piotrem, Szaweł - Pawłem. Jest jeszcze coś co bardzo ich połączyło - przeżycie własnej słabości.
Piotrowi potrzeba było długiego czasu, aby stał się zapowiedzianą przez Pana skałą. Z kolei Szaweł zaufał swojemu rozumowi, bo miał umysł głęboki i wnikliwy - a jednak zawiodła go jego własna inteligencja.. I tak obaj zrozumieli, Piotr i Paweł, że tylko na Bogu trzeba się oprzeć - nie na sobie. Dlatego są jak dwaj bracia syjamscy, jak dwa potężne filary, które potrafiły mocno i zdecydowanie dźwigać Jezusowy Kościół. Carlo Carretto w książce "Bóg, który nadchodzi" pisze, że "wiarygodność nie jest cechą ludzi, a jedynie Boga. Cechą ludzi jest słabość i - co najwyżej - wola czynienia dobra z pomocą łaski płynącej z niewidzialnych żył widzialnego Kościoła.
Maritain robi rozróżnienie pomiędzy osobami, z których składa się Kościół, tzw. "personel Kościoła", i zespołem ludzi zwanych Kościołem. Kościół bowiem, w odróżnieniu od wszystkich innych ludzkich wspólnot, "otrzymał od Boga osobowość nadnaturalną, świętą, niepokalaną, czystą, doskonałą, nieomylną, umiłowaną jako Oblubienica Chrystusa i godną tego, abym ja Ją umiłował jak najlepszą matkę".
To jest właśnie tajemnica Chrystusowego Kościoła, że ma moc dawania świętości, choć składa się z samych grzeszników, z ludzi słabych. Czyż nie czuję na sobie dotyku nieustannej pokusy, która próbuje doprowadzić do utraty wiary? Ileż może zrodzić się pokus, aby być w Kościele urządzonym na sposób tego świata, który chce jedynie imponować swoją mocą i potęgą? A to znaczy, że należy odsunąć i wyeliminować wszystkich, którzy są słabi i nieudolni i którzy już się skompromitowali. To jest pokusa: zorganizować i urządzić wszystko rozsądnie. A tu - jak napisał ks. Pasierb - "ukrzyżowany jako przestępca Założyciel i pierwszy papież, który wyparł się pod przysięgą, że nie ma z Nim nic wspólnego".
Jakie to szczęście dla mnie człowieka słabego, że Pan Jezus wciąż mnie zaprasza na swoją Eucharystię, bo On jeden wie jak bardzo potrzebuję wciąż umacniać się Jego Słowem i Jego Ciałem.
Panie Jezu, daj mi tę łaskę zrozumienia, abym widział gdzie jest siła i gdzie jest słabość Kościoła. Abym zrozumiał słowa św. Pawła : "Ilekroć niedomagam - tylekroć jestem mocny".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Jr 20,10-13):
Słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim! Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 69,8-10.14.17.33-35):
REFREN: W dobroci Twojej wysłuchaj mnie, Panie
Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, *
hańba twarz mi okrywa.
Dla braci moich stałem się obcym *
i cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera *
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.
Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie *
w czas łaski, o Boże.
Wysłuchaj mnie, Panie, bo łaskawa jest Twoja miłość, *
spojrzyj na mnie w ogromie swego miłosierdzia.
Patrzcie i cieszcie się, ubodzy, *
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych *
i swoimi więźniami nie gardzi.
Niech Go chwalą niebiosa i ziemia, *
morza i wszystko, co w nich żyje.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 5,12-15):
Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa.
EWANGELIA (Mt 10,26-33):
Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.
KOMENTARZ
Św. Augustyn w burzliwych latach swojego życia był zafascynowany, żyjącym w tym samym czasie, Mariuszem Wiktorynem, intelektualistą i zagorzałym przeciwnikiem Jezusowej nauki. W swojej walce wynajdując wciąż nowe argumenty przeciwko chrześcijaństwu tym samym poznawał coraz lepiej Chrystusa. I zdarzyło się, że dzięki Bożemu oświeceniu, nagle doznał olśnienia i uwierzył rozpoznając w Jezusie Boga. Zapragnął zostać Jego uczniem. Przygotowujący go kapłan chciał udzielić mu chrztu jedynie w gronie jego przyjaciół, bardzo dyskretnie, aby nie stwarzać trudnej dla niego sytuacji, jako niedawnego jeszcze znanego wroga wiary. Ale Mariusz Wiktorym stanowczo odpowiedział: "Tak długo broniłem publicznie nieprawdy, teraz chcę publicznie wyznać prawdę. Tyle ludzi słyszało moje bluźnierstwa, teraz chcę publicznie wyznać, że się myliłem. Nie wstydzę się tego, że uwierzyłem w Chrystusa, do mojego Zbawiciela chcę przyznać się publicznie". To świadectwo musiało mocno wpłynąć na Augustyna i na pewno pomogło w jego drodze do nawrócenia, bo oto zobaczył swojego idola, który nie wstydzi się publicznie przyznać do swojej pomyłki i gotów jest całym swoim życiem naprawiać głoszone wcześniej błędy.
Jezusowe słowa, które dziś słyszę: "Do każdego, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" - czy docierają dziś do mnie mocniej niż wtedy kiedy żyłem w Polsce? Bo tu i teraz żyję w krainie właściwie już pogańskiej. Na pewno dużo jest przykładów naszej żywej wiary przywiezionej z ojczystej ziemi - bo nie wyobrażamy sobie przyjmować Ciała Pańskiego nie idąc wcześniej do sakramentu pojednania, bo nie czujemy się dobrze kiedy w miejscu naszego zamieszkania nie ma na ścianie krzyża czy obrazu Matki Bożej, a wśród naszych książek brakuje tej najważniejszej, którą jest Pismo św.
Ale niestety jest też bardzo wiele naszego anty-świadectwa. Moje codzienne życie jak często jest zaprzeczeniem autentycznego chrześcijaństwa. Muszę zapytać swojego sumienia czy pierwsze przykazanie jest we mnie rzeczywiście pierwszym i najważniejszym przykazaniem? I to drugie, które jest nieodłączne od pierwszego? Ileż ja mam telefonów, od naszych Rodaków, którzy nagle potrzebują polskiego księdza do wypisania zaświadczenia, że są katolikami akcentując przy tym z naciskiem dopowiedzenie - jak najbardziej od dziada, pradziada! Tylko żyjąc w tym mieście rok, albo i dłużej nie ukrywają zdziwienia - to już są cztery Msze św. po polsku? A gdzie? No tak, my księżulku pracujemy w niedzielę.
Tak miałoby się ochotę zacytować szyderczy list, który ktoś był łaskaw wysłać do redakcji katolickiej gazety: "Szanowny Panie! W tym roku przeprowadziłem godne uwagi doświadczenie: Na wiosnę w każdą niedzielę siałem i sadziłem (rozumie się: zamiast iść do kościoła), w lecie w każdą niedzielę pracowałem w polu, a jesienią - znowu w niedzielę - zbierałem owoce. Moje plony są znacznie większe niż sąsiadów, którzy żadnej niedzieli nie opuścili kościoła. Co Pan na to powie?"
Redakcja oczywiście opublikowała powyższy list z odpowiedzią ujętą jednym zdaniem: "Pan Bóg reguluje swoje rachunki nie zawsze w porze jesiennej!" Żyjąc wśród obcych jest czymś naturalnym bardziej lgnąć do swoich pobratymców, a ja tak często słyszę: "Szukam pracy, szukam mieszkania - tylko broń Boże nie u Polaków!"
W przedsiębiorstwie pojawił się nowy pracownik. Był już w wielu biurach, zawsze zbywany albo źle informowany. W końcu znalazł kogoś, kto go cierpliwie wysłuchał, potem doradził i po dostarczeniu potrzebnych informacji życzył miłej pracy. Gdy tylko odszedł od razu inne panie pracujące w tym samym pokoju zaczęły nadawać swoje komentarze: "Co ty wyrabiasz? Poświęciłaś mu tyle czasu i co masz z tego? Przecież on będzie teraz zarabiał więcej od nas. Niech sam sobie radzi." Zbesztana przez moment popatrzyła na swoje koleżanki a potem zajęła się spokojnie swoją pracą. W pokoju zrobiło cicho, bo zwykła ludzka życzliwość okazana drugiemu człowiekowi stała się świadectwem, które nie będzie jej zapomniane. I stała się również szansę do refleksji dla owych koleżanek, które weszły na niewłaściwą drogę. Przyznawanie się do Pana Jezusa przed ludźmi nie zawsze jest proste i łatwe. Ale kiedy się spojrzy na niezliczone rzesze męczenników, które przeszły i przechodzą przez tę ziemię - wtedy łatwiej jest wyjść z takiego ciągłego marazmu, w którym widzi się tylko grzechy w Kościele, a nie widzi się w tym samym Kościele owej nieskończonej przestrzeni Boga. Bo to Boża siła i Boża moc sprawia, że człowiek przestaje bać się tych, którzy potrafią tylko zabić ciało, ale duszy - już nie są w stanie. "Każdy i każda w nas ma w swoim życiu jakieś Westerplatte, - mówił na tym polskim Westerplatte Ojciec św. Jan Paweł II w 1987 roku - może mniej sławne, mniej historyczne, powiedzmy, na mniejszą skalę zewnętrzną, ale czasem może na większą jeszcze skalę wewnętrzną - i tego swojego Westerplatte nie można oddać!"
Obym więc nie poddał się, kiedy nałóg zaczyna otaczać mnie coraz bardziej, czy kiedy kryzys dopadł mojej przysięgi małżeńskiej albo pokusa łasi się proponując łatwe i nieuczciwe bogacenie się.
Wierzę w Twoją moc Panie i proszę, abyś zaradził niedowiarstwu memu.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Wj 19,1-6a):
W trzecim miesiącu od wyjścia Izraelitów z Egiptu; w tym dniu przybyli oni na pustynię Synaj. Wyruszyli z Refidim, a po przybyciu na pustynię Synaj rozbili obóz na pustyni. Izrael obozował tam naprzeciw góry. Mojżesz wstąpił wtedy do Boga, a Pan zawołał na niego z góry i powiedział: Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz Izraelitom: Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 100,1-5):
REFREN: My ludem Pana i jego owcami
Wykrzykujcie na cześć Pana wszystkie ziemie, *
służcie Panu z weselem
Stawajcie przed obliczem Pana *
z okrzykami radości.
Wiedzcie, że Pan jest Bogiem, *
On sam nas stworzył.
Jesteśmy Jego własnością, *
Jego ludem, owcami Jego pastwiska.
Chwalcie i błogosławcie Jego imię. *
Albowiem Pan jest dobry,
Jego łaska trwa na wieki, *
a Jego wierność przez pokolenia.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 5,6-11):
Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to - ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.
EWANGELIA (Mt 9,36-10,8):
Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
KOMENTARZ
Dzisiejsze Boże Słowo pokazuje jak Pan Bóg powoli i stopniowo realizuje objawianie samego siebie. Dokonawszy dzieła stworzenia obdarzył mężczyznę i kobietę wolnym wyborem. Niestety, człowiek jednak źle wybrał zbałamucony przez złego. Ale na szczęście wszechmocny Bóg jest przede wszystkim Bogiem nieskończonego miłosierdzia. Dlatego cały Stary Testament jest nieustannym czasem przygotowywania nieszczęśliwej ludzkości do ponownej i to o wiele intymniejszej bliskości Boga z człowiekiem. Ta Boża inicjatywa naprawienia złamanej przez człowieka relacji rzeczywiście idzie daleko dalej niż samo dzieło stworzenia. Kościół każdego roku w liturgii Wielkiej Soboty wyśpiewuje to nieprawdopodobne Orędzie: "O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!" Grzech Adama został zgładzony śmiercią samego Bożego Syna. Ale zanim doszło do owej nocy pojednania nieba z ziemią poprzedziły ją długie dzieje wybranego narodu poprzez który Pan Bóg stopniowo objawiał samego siebie. Izrael, naród wybrany miał słuchać Bożego głosu i strzec Bożego przymierza. Ten wybrany lud składał się z 12-tu pokoleń. A kiedy wreszcie nadeszła pełnia czasów Boży Syn ustanawia nowy lud Boży. Jest nim Kościół. W tym Kościele wybiera Apostołów w tej samej liczbie ile było pokoleń Starego przymierza. I daje im zadanie głoszenia Dobrej Nowiny aż po krańce ziemi. Tak nastał oczekiwany czas nowej rzeczywistości, w której wznosi się, nie dla wszystkich jeszcze widoczna, nieogarniona budowla, bowiem Boże życie w niej tętni. W tę dzisiejszą niedzielę wsłuchując się w tekst Bożego Słowa staję wobec tajemnicy zaproszenia jakie Bóg kieruje do człowieka, aby razem trudzić się nad wzrostem tej Bożej budowli, którą Pan Jezus zwykł porównywać do ziarna zasiewanego na glebie ludzkiego serca. Jest to jedyne zajęcie, które nie człowiek wybiera. To nie Apostołowie zgłaszali się do Chrystusa - ale to On, Jezus, przechodząc odrywał ich od codziennych zajęć mówiąc tylko trzy słowa: "Pójdź za Mną". Pan Jezus dokonując wyboru 12 Apostołów dał im po prostu siebie. Napełnił ich Duchem prawdy, aby byli w stanie bezbłędnie odczytywać i u siebie i u innych tajemnicę Bożych zamysłów. Oczywiście - mogli odmówić, mogli z Nim pozostać i mogli Go też zdradzić, bo człowiek wciąż jest wolny. Tu znowu ocieram się o tajemnicę zupełnie niezrozumiałą dla człowieka - jak dalece Pan Bóg szanuje ludzką wolność.
O. Rene Voillaume podczas rekolekcji głoszonych w Watykanie zastanawiał się nad fenomenem powołania. Powiedział, że każde powołanie rozpoczyna się właściwie od zdziwienia. I rzeczywiście Apostołowie nie różnili się zasadniczo od innych rybaków, rolników czy celników. Wyczuwali jedynie, że oto stoją wobec tajemnicy, której nie można zmieścić w ludzkich kategoriach. Jeżeli będę pytał, jeśli otoczenie będzie pytać: dlaczego ten jest księdzem a nie tamten - odpowiedzi nie będzie. Powołany zaś ma zostawić wszystko i to od razu, natychmiast i ma iść za Chrystusem. Jeżeli będzie próbował realizować zaproszenie połowicznie - zaprzepaści otrzymany dar. Owszem, może głosić Ewangelię, ale słuchający wyczują, że brakuje w niej wyrazistości. Na Bożej niwie falsyfikat nie ma szans. Ten kto idzie za głosem powołania zdecydowanie i całkowicie, pomimo swojej niemocy, swoich słabości, różnych przywar i wad - widzi dalej, widzi obecnego Boga i widzi Jego rozprzestrzeniającą się wciąż moc.
Młody mnich przyszedł do starego mnicha, aby się dowiedzieć, dlaczego wielu przychodzi do klasztoru, a tylko niewielu pozostaje. Doświadczony zakonnik tak mu odpowiedział:
- "Bo widzisz - popatrz na psa, jak zobaczy zająca będzie go gonił, ujadł i głośno szczekał. Wtedy inne psy słysząc ujadanie doskakują i też biegną w tym samym kierunku. Ale tylko ten pies, który zobaczył zająca trzyma na nim wzrok i nie traci go z oczu. Te zaś, które się dołączały, ale nie miały kontaktu wzrokowego z zającem, po pewnym czasie odpadają z różnych powodów - jedne ze zmęczenia, inne nagle znalazły coś nowego, co przyciągnęło ich uwagę. A tylko ten jeden pies będzie biegł do końca i chwyci zająca.
I widzisz młody przyjacielu, tak samo jest i u nas, zakonników. Tylko ten, który utkwił oczy na osobie Jezusa Chrystusa, dotrze do celu".
Św. Paweł napisał po prostu: "Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus".
Warto jeszcze podkreślić, że Pan Jezus uzależnia liczbę i jakość powołań od modlitwy całego Kościoła: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo". Ks. Jan Twardowski komentując te słowa zauważył był, że "chociaż wciąż za mało na całym świecie ludzi świętych, dzieją się ciągle nieoczekiwane cuda łaski Bożej. Jeszcze kilka lat temu jeden z moich kolegów tłumaczył i zapisywał na papierze, ilu potrzeba księży, zakonnic - żeby zawalił się ustrój oparty na ateizmie. Wypisywał ogromne liczby. Tymczasem ustrój sam się zawalił. Bo żniwo jest zawsze wielkie, choć robotników mało. Jeżeli liczymy tylko na siebie - jesteśmy stale zmartwieni. Liczmy na Pana Boga".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Oz 6,3-6):
Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię. Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 50,1.8.12-15):
REFREN: Boże zbawienie ukażę uczciwym
Przemówił Pan, Bóg nad bogami, *
i wezwał ziemię od wschodu do zachodu słońca.
"Nie oskarżam cię za twe ofiary, *
bo twoje całopalenia zawsze są przede Mną.
Gdybym był głodny, nie mówiłbym ci o tym, *
bo do Mnie świat należy i wszystko, co go napełnia.
Czy będę jadł mięso cielców *
albo pił krew kozłów?
Bogu składaj ofiarę dziękczynną, *
spełnij swoje śluby wobec Najwyższego.
wzywaj Mnie w dniu utrapienia, *
uwolnię ciebie, a ty Mnie uwielbisz".
DRUGIE CZYTANIE (Rz 4,18-25):
Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe - miał już prawie sto lat - i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość. A to, że poczytano mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas , jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.
EWANGELIA (Mt 9,9-13):
Jezus wychodząc z Kafarnaum ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
KOMENTARZ
Pan Bóg powołuje każdego człowieka do życia - jedynego i niepowtarzalnego. I ten człowiek w Bożym planie dochodzi do pełni swego człowieczeństwa - jeżeli właściwie odczytuje, w miarę przeżywanych lat, swoją własną drogę, daną tylko jemu przez samego Stwórcę. Dla mnie człowieka wierzącego jest to takie proste i oczywiste - a jednak w przełożeniu na konkretne zdarzenia mojego codziennego życia - jakie to jest trudne. Dzisiejsze Słowo Boże wychodzi naprzeciw tym trudnościom zachęcając poprzez proroka Ozeasza: "Dołóżmy starań, aby poznać Pana". Chrystus zaś zdziwionym faryzeuszom, którzy byli wręcz zgorszeni Jego zachowaniem, że gości się z celnikami i grzesznikami, mówi: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników". W książce pt. Kim jest dla mnie Chrystus? jeden z uczestników ankiety takie daje świadectwo: " W środę Wielkiego Tygodnia 1945 roku podczas obławy wpadłem w ręce gestapo, będąc w towarzystwie kolegi - sąsiada, który ukrywał się po dezercji z wojska niemieckiego i brał udział w partyzantce. Na domiar złego w chwili wejścia w zasadzkę gestapo, miał broń przy sobie; okoliczność ta groziła również mnie karą śmierci, chociaż ja się nie ukrywałem i nie brałem w partyzantce udziału. Stanąłem oko w oko ze śmiercią. Jeszcze dziś mam przed oczyma lufę pistoletu wymierzoną we mnie podczas przesłuchiwania, wspominam straszliwe uczucie, jakbym miał w sobie rozpalone kamienie, czuję chłód spływającego po ciele potu. Zamknięty w ciemności zimnej celi czekałem w nieopisanej trwodze chwili śmierci... Po trzech dniach zaszły okoliczności niespodziewane. W samą niedzielę Zmartwychwstania zostaliśmy zwolnieni. Na półprzytomny z radości poszedłem do spowiedzi z tym postanowieniem, że reszta mojego życia należy już całkowicie do Boga". A jaki wynik? Oto jego słowa: "Przez dwadzieścia siedem lat usiłowałem zostać wiernym Jezusowi, a tylekroć błąkałem się po manowcach".
Po tym wszystkim, co człowiek przeżył, czego doświadczył wciąż zadaję sobie pytanie: kim ja jestem? - jak w tej piosence, której melodia często chodzi mi po głowie: "Kim ja jestem wobec Ciebie, wobec Ciebie Wszechmocnego, Który byłeś, który jesteś, któryś stworzył świat z niczego, Który dzierżysz w swojej dłoni każdą chwilę mego życia, Który szukasz mnie gdy błądzę, który widzisz mnie z ukrycia?"
Dzisiejsze Słowo Boże bardzo jasno pokazuje czym jest ludzka miłość. Prorok przyrównuje ją "do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika". I co pozostaje: jedynie moja słabość. Ale na szczęście - jeżeli potrafię zobaczyć tę swoją nędzę - mogę stanąć w prawdzie przed Jezusem. W przeciwnym razie pozostanę wśród tych, którzy się gorszyli. Pisma znali świetnie, tylko zupełnie ich nie rozumieli. Tak naprawdę to każdy z nas jest Mateuszem - celnikiem. Jerzy Zawiejski w swoich dziennikach pisze: "Nie mogę zrozumieć, że Boga potrzebują ludzie, których życie jest uporządkowane i moralne. Przecież oni się bez Boga doskonale mogą obejść. Natomiast rozumiem jak bardzo ja, biedny grzesznik potrzebuję Boga". I często tak jest, że ludzie bardzo moralni są bardzo niereligijni. Bo po prostu uważają, że są samowystarczalni. Mogą się obyć bez Boga. Żyją więc w iluzji, w nieprawdzie, bo przed Bogiem nikt nie jest sprawiedliwy. To tylko dzięki Panu Jezusowi wchodzę w Boży krąg, bo "On został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia" - jak przypomina dzisiejsze II Czytanie.
Jeżeli potrafię zobaczyć moją niesprawiedliwość - to jestem już w rejonie, w którym Bóg ogarnia swoją miłością ludzką nędzę. To On sam wyprowadzając mnie z kręgu słabości i zła zaprasza na ucztę. Jak to dobrze, że to Jezus zaprasza a nie ludzie, bo pewnie bym się tu nie znalazł nie mając żadnych zasług. Tylko dzięki Jezusowi jestem w tej wspólnocie, w tym Kościele. Stoję przy ołtarzu sprawując Eucharystię. My wszyscy zgromadzeni wokół ołtarza jesteśmy gośćmi Boga. Gdybyśmy nie mieli wpisanych w naszą biografię określonych słabości - może byśmy obywali się bez Boga. Może byśmy mieli coś "ważniejszego" na głowie niż przyjmowanie zaproszenia od Pana Jezusa? Jakby powiedział ks. Pasierb: Podziękujmy Panu Bogu za to, że jesteśmy jakby z II kategorii - ubodzy, ułomni, chromi i ślepi. Albo nawet z III kategorii. Wzięci z drogi, z opłotków. Po prostu przymuszeni przez Boga. Św. Augustyn zastanawiał się nad tym słowem: "zmuszać do wejścia". Ale może właśnie tak było z nami. Coś, co nie pozwalało nam ominąć tego zaproszenia. Jest KTOŚ kto nie pozwala nam odejść. To jest JEZUS - bez którego, pomimo moich słabości żyć nie potrafię.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Pwt 11,18-28;):
Mojżesz powiedział do ludu: Weźcie sobie te moje słowa do serca i duszy. Przywiążcie je sobie jako znak na ręku. Niech one będą wam ozdobą między oczami. Widzicie, ja kładę dziś przed wami błogosławieńswo i przekleństwo. Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, które ja wam dzisiaj daję - przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, jeśli odstąpicie od drogi, którą ja wam dzisiaj wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie znacie.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 31(30)):
REFREN: Bądź dla mnie, Panie, skałą ocalenia
Panie, do Ciebie się uciekam:+
niech nigdy nie zaznam zawodu, *
wybaw mnie w sprawiedliwości Twojej!
Nakłoń ku mnie Twe ucho, *
pośpiesz, aby mnie ocalić!
Bądź dla mnie skałą schronienia, *
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą, *
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.
Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą: *
wybaw mnie w swym miłosierdziu.
Bądźcie dzielni i mężnego serca, *
wszyscy, którzy ufacie Panu.
DRUGIE CZYTANIE (Rz 3, 21-28):
Teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Chciał przez to okazać, że sprawidliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa.
EWANGELIA (Mt 7, 21-27):
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki.
KOMENTARZ
Boże Słowo skierowane dziś do mnie wywołuje pytanie, którego nie mogę nie zadać sobie: czy w decydującym momencie mojego życia Pan Jezus rozpozna we mnie swojego ucznia? Bo można uczestniczyć w Eucharystii, można posługiwać się Bożym Imieniem i to nie tylko na modlitwie, ale także w przeróżnych sytuacjach codziennych zdarzeń - i niestety pomimo tego usłyszeć, właśnie na tej najważniejszej przełęczy ludzkiego życia mocne słowa samego Boga: Nie znam cię! Przekroczenie progu Bożego Królestwa - nie polega na okazaniu swojej legitymacji, która automatycznie dawałaby prawo wstępu, ale na wypełnieniu Bożych zamierzeń, które Bóg stawia przed każdym człowiekiem: "Kładę dziś przed wami błogosławieństwo albo przekleństwo. Błogosławieństwo, jeżeli usłuchacie poleceń waszego Pana Boga; przekleństwo, jeśli nie usłuchacie"... Człowiek ma wolny wybór. Decyzja do niego należy co wybierze a co odrzuci. Połowiczny wybór prowadzi na bardzo niebezpieczną drogę. Dlatego słyszę Jezusowe ostrzeżenie, że jeżeli tylko wypowiadam i to z taką łatwością słowa: Panie, Panie...a moje życie idzie zupełnie innym torem - ugrzęznę na tym szlaku i będę brnął coraz bardziej w tych koleinach, z których wyjść będzie już coraz trudniej. A są to koleiny tego świata, gdzie kłamstwo, obłuda, podstępna zdrada i fałsz sprytnie ubrany w maskę kameleona zagnieździł się na dobre i towarzyszy ludzkim słowom i czynom.
Chrystus, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, został na tym świecie wyśmiany i odrzucony tak jak u Heroda, skazany jak u Piłata i w końcu ukrzyżowany na drzewie hańby. To znaczy, że i ci, którzy całym swoim życiem zawierzyli Jezusowi mogą mieć trudne życie dzieląc Bożego Syna los, ale nie będą pozostawieni samym sobie, bo Pan ich podtrzyma i co najważniejsze - w bramie Życia będą rozpoznani. To ci, którzy budują swoje życie na skale, a nie na piasku. Żadne moce i przemoce tej ziemi nie będą w stanie zniszczyć ich życia, bo mają fundament utkwiony w Bogu samym. Św. Franciszek podczas swoich wędrówek ze swoim bratem zakonnym Leonem zatrzymał się przy jeziorze, w którym zobaczył odbicie potężnego zamku. I taki dał komentarz: Widzisz bracie, to jest Królestwo Boże. Nie to, co wyrasta z ziemi, tylko to, co jest odwrócone, co ma fundamenty w górze, tam, gdzie nie sięga moc i przemoc ludzka.
W dzisiejszym świecie człowiek lubi mówić o wolności, o tolerancji - tylko dziwna rzecz, że tej wolności i tej tolerancji nie przyznaje się Bogu i tym, którzy w Niego wierzą. Stało się to już przyjętym zwyczajem, że Bóg ma być nieobecny w publicznych miejscach. Nawet taki maleńki szczegół jak noszenie krzyżyka na szyi już jest nie do przyjęcia. Wspomnę o brytyjskich liniach lotniczych, które odmówiły tego prawa pracownikom na pokładach swoich samolotów. Błędne wybory stały się dziś stylem myślenia i działania i są widoczne bardzo wyraźnie. Ale konsekwencjami takich wyborów obarcza się Boga, który winien jest wszystkiemu. I to zarówno w życiu zbiorowym kiedy dochodzi do wielkich katastrof pochłaniających tysiące ludzkich istnień, jak również w wymiarze indywidualnym, w relacji z drugą osobą. Jeżeli nie wiedzie mi się w życiu, jeżeli dotykają mnie różne nieszczęścia - szuka się kto jest temu winien, ale wyłącznie poza sobą. Oczywiście winni są inni, nie ja, ani nie moje wybory. Winny jest jakiś fatalny zbieg okoliczności a w ostateczności winny jest Bóg. A to, że ja źle się wybrałem, że pogardziłem Bożym przykazaniem nawet przez myśl mi nie przejdzie.
Ks. Piotr Pawlukiewicz opowiedział kiedyś taką rozmowę z pewną panią, która po kilku latach pożycia rozstała się ze swoim mężem. Mówiła mu o swoim małżeństwie i za wszystko co było w nim złe winiła swego współmałżonka, którego w emocjach określała słowami "potwór", "sadysta", "psychopata". Ksiądz zapytał ja, ile lat znali się przed ślubem, jak długo trwało narzeczeństwo. Opowiedziała, że cztery lata. Jak to - zdziwił się ksiądz - przez cztery lata codziennych niemalże spotkań, wspólnych wakacyjnych wyjazdów, wspólnego studiowania nie zauważyła pani, jak złym człowiekiem jest pani ukochany? Można ukryć przed kimś pewną wadę, jakąś słabość, ale to, że jest ktoś uosobieniem zła? Jak można tego nie zauważyć? Nie było na to odpowiedzi. Ksiądz zapytał jeszcze raz: A seks? Współżyliście przed ślubem? Odpowiedziała, że tak. I to tłumaczy bardzo wiele. Oczywiście nie wszystko. Ale kto w narzeczeństwie decyduje się na seks, ten uwalnia potężną siłę. Siłę, która tak potrafi wpłynąć na postępowanie człowieka, że nawet ktoś o bardzo trudnym charakterze będzie skutecznie udawał anioła, byle tylko zaspokoić swoje pragnienia. I wtedy rzeczywiście małżeński dom budowany jest na piasku.
Na pewno wiele jest manipulacji, wiele decyzji na które ja nie mam wpływu. Ale na miły Bóg, to czy dziś uklęknę z moim dzieckiem do modlitwy - przecież ode mnie zależy. Program w telewizji jest taki jaki jest, ale ode mnie zależy czy odbiornik wyłączę czy też nie. Jak mówi poeta: "Raz już wybrałem i wciąż mam wybierać". I co wybieram? Błogosławieństwo czy przekleństwo? Na czym buduję mój dom? Na piasku, czy na skale? Modlę się więc za siebie i modlę się razem z Wami, aby zawsze dobrze wybierać.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Pwt 8,2-3.14b-16a):
Mojżesz powiedział do ludu: Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana. Nie zapominaj o Panu, Bogu twoim, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 147,12-15.19-20):
REFREN: Kościele święty, chwal swojego Pana
Chwal, Jerozolimo, Pana, *
wysławiaj Twego Boga, Syjonie.
Umacnia bowiem zawory bram twoich *
i błogosławi synom twoim w tobie.
Zapewnia pokój twoim granicom *
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
Śle swe polecenia na krańce ziemi, *
i szybko mknie Jego słowo.
Oznajmił swoje słowo Jakubowi, *
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów *
Nie oznajmił im swoich wyroków.
DRUGIE CZYTANIE (1 Kor 10,16-17):
Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.
EWANGELIA (J 6,51-58):
Jezus powiedział do Żydów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.
KOMENTARZ
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa Kościół przeżywa każdego roku w swojej Liturgii podczas Wielkiego Tygodnia. Mówimy - Wielki Czwartek. Jest to dzień ustanowienia dwóch sakramentów: Eucharystii i kapłaństwa. Ale wtedy, w przeddzień Męki i Śmierci Pana Jezusa trudno jest o nastrój radosny i uroczysty. Dlatego po okresie Pięćdziesiątnicy Kościół adoruje i czci publicznie Hostię konsekrowaną - prawdziwe Ciało i Krew Pańską. Wtedy rozlega się poprzez wioski i miasta potężny śpiew Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie! Wszędzie jest tłum. Wszędzie jest zieleń. Są kwiaty, bo Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi. Każdy wychowany na polskiej ziemi nie może nie mieć swoich ciepłych wspomnień związanych z procesją Bożego Ciała. Kto wie, czy i tu nie zaważyła (lub "nie zrobiła swojego") nostalgia polskich komunistów, bo święto Bożego Ciała jakoś się ostało w tym szalejącym i destrukcyjnym zawirowaniu, które likwidowało wszystko, co z religią było związane?
O tym święcie ks. Janusz Pasierb napisał był w swojej książce p.t. Czas otwarty, że "to jest bardzo piękne święto, złote i zielone. Zrodziła je zarówno teologia, jak i poezja. Największy myśliciel średniowiecza układał o nim wiersze i hymny. U nas nabrało barokowego kształtu i takie chyba pozostało, ale to nie jest źle: daj Boże innym, bardziej zarozumiałym epokom tyle ludzkiego ciepła i pogodnej mądrości..."
Pierwsza w naszej Ojczyźnie udokumentowana procesja Bożego Ciała odbyła się w Krakowie w roku 1420. Zaś monstrancja, która była wynalazkiem północnych miast hanzeatyckich, pojawiła się po raz pierwszy w Gdańsku. W tej uroczystości chodziło przede wszystkim o to, aby przybliżyć Tajemnicę Eucharystii naszej codzienności. Później, kiedy w Europie zbierała swoje żniwo nieszczęsna Reformacja odrzucając we wszystkich odmianach protestantyzmu rzeczywistą obecność Chrystusa pod postacią konsekrowanego chleba, było potrzebne, aby uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej i związaną z nią procesją Eucharystyczną zamanifestować tę prawdę.
Odrzucanie prawdziwej obecności Chrystusa bardzo było widoczne podczas ostatniej wojny w Szkocji, gdzie dominują wyznawcy prezbiteriańscy wywodzący się od Johna Knoxa. Duchowieństwo szkockie, obawiając się negatywnych reakcji prezbiterian, nie chciało się zgodzić, aby Polacy urządzali procesję Bożego Ciała. Bowiem publiczne katolickie manifestacje religijne w Szkocji były zakazane. Po dziś dzień krańcowa [ekstremalna?] odmiana szkockich kalwinów Mszę św. nazywa bluźnierstwem.
Katolików w Szkocji jest bardzo mało, a nasi rodacy porozrzucani na rozległych połaciach żyją już coraz częściej pojedynczo i tęsknią za procesjami Bożego Ciała. Bo trudno być świadkiem Chrystusa w pojedynkę. Człowiek odczuwa wtedy lęk i boi się otoczenia. Siłą Kościoła jest niewątpliwie moc Ducha Świętego, ale jest nią też poczucie jedności, którą sprawia Bóg. Dlatego na Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zgromadził uczniów i nakazał im jednoczyć się na łamaniu Chleba aż do ostatniego wieczor świata.
Ci, którzy są świadomi na czym polega życie prawdziwe znają taktykę szatana. On, aby pokonać człowieka wyprowadza go najpierw na bezdroża duchowej samotności. Ksiądz Pawlukiewicz pisze, że "można żyć w tłumie, ale swoją wiarę przeżywać samotnie. Sam ze swoimi poglądami w pracy, sam ze swoją postawą w środowisku. A wtedy zaczyna się człowiekowi wydawać, że już tylko on jeden pozostał takim dziwakiem przejmującym się Bogiem i Jego przykazaniami. To dlatego tak wielu ludziom zależy, by nasza wiara była jedynie naszą prywatną sprawą i ograniczała się tylko do intymnego wymiaru serca. A jak wiele może uczynić choćby najmniejsza wspólnota".
Na przyjęciu gospodarz, tak jak zwykle bywa przy takich okazjach, namawiał wszystkich do picia alkoholu. Pewna pani, która złożyła przyrzeczenie abstynencji, miała już swoje doświadczenie w odmawianiu. Wszyscy dziwili się, że tylko ona i jeszcze jeden pan wytrwali do końca w swoim postanowieniu. Po przyjęciu, przy pożegnaniu niepijący mężczyzna podszedł do tej pani i powiedział:
- Chcę pani bardzo podziękować.
- Pan mi dziękuje? Ale za co?
- Widzi pani, ja jestem nałogowym alkoholikiem. Dla mnie nawet jeden kieliszek może być początkiem końca. Znam siebie i wiem, że tak wewnętrznie, duchowo nie jestem mocny. Gdyby nie pani, pewnie dziś bym się skusił i wypił. Pani mi bardzo pomogła. Nie byłem sam i zwyciężyłem.
Jak trudno być wiernym, być mocnym w pojedynkę, będąc zupełnie osamotnionym w środowisku, które zupełnie nie bierze w rachubę Pana Boga. Dlatego Kościół wypełniając polecenie Pana gromadzi ludzi wokół Eucharystii. I to dzięki Eucharystii zgromadzeni stają się wspólnotą, parafią.
Ksiądz Aleksander Federowicz, proboszcz z Lasek, w rozmowie z księżmi na temat parafii tak był powiedział: "Parafia, czy Kościół w swojej istocie - to jest Słowo Boże, Eucharystia i wypływająca z tych źródeł miłość wzajemna". Jego ulubionym powiedzeniem były słowa: "Msza święta się kończy, msza święta się zaczyna". Bo rzeczywiście, po liturgii mszy świętej zaczyna się msza życia. I ona trwa dalej. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz tak obrazuje ten ciąg dalszy mszy świętej: "Gdy ktoś w szpitalu przyjmie komunię świętą, to jego łóżko staje się jak eucharystyczny ołtarz, na którym cierpienie chorego jednoczy się z ofiarą Chrystusa. Msza święta trwa dalej. Słowa prefacji W górę serca! rozbrzmiewają tam, gdzie wobec człowieka załamanego, pogrążonego w smutku ktoś wypowiada słowa: Nie martw się, ja ci pomogę. Msza święta trwa dalej, gdy ludzie mówiąc: Przepraszam, nie gniewaj się, podają sobie ręce i przekazują znak pokoju. Msza święta trwa dalej, gdy udzielamy sobie jednoczącej komunii dobroci i uśmiechu. Eucharystia bez tych codziennych owoców byłaby niepełna. Ona przecież rodzi Kościół, a Kościół jest tam, gdzie ludzie wierzący w Chrystusa żyją na co dzień miłością. Msza święta jest jak uderzenie serca, które rozprowadza tę nadprzyrodzoną krew Bożej miłości po całym organizmie Kościoła."
Boże Ciało uroczyście niesione w procesji drogą, którą człowiek idzie co dnia do pracy. Jak łatwo wtedy klękam i śpiewam eucharystyczne pieśni - bo jest tłum, bo jest nas aż tylu.
Panie Jezu, proszę, abyś dał mi odwagę uklęknąć przed moim bliźnim, którego postawiłeś na mojej drodze. Wierzę, że to Ty w nim jesteś ukryty, jak w tej białej Hostii. Ale czemu wciąż tak trudno mi Cię rozpoznać?
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Wj 34,4b-6,8-9):
Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan w pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps: Dn 3,52-56):
REFREN: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.
Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców, *
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Błogosławione niech będzie Twoje imię, *
pełne chwały i świętości.
Błogosławiony jesteś w przybytku świętej chwały Twojej, *
Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa.
Błogosławiony jesteś Ty, który spoglądasz w otchłanie, +
i na Cherubach zasiadasz, *
Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba.
DRUGIE CZYTANIE (2 Kor 13,11-13):
Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami! Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!
EWANGELIA (Mt 28,16-20):
Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.
KOMENTARZ
W pismach Kierkegaarda, duńskiego teologa i filozofa, jest takie opowiadanie o europejczyku, który wyjechał na Daleki Wschód i zakochał się w pięknej Chince. Po powrocie bardzo za nią tęsknił. Każdego dnia wyczekiwał jej listu, który po pewnym czasie dotarł do niego od ukochanej, ale niestety, napisany po chińsku. Znalazł więc tłumacza i od niego dowiedział się, że również dziewczyna jest w nim zakochana. Nie wyobrażał sobie jednak, aby wciąż mógł z nią korespondować przy pomocy jakiegoś pośrednika. Zaczął więc sam studiować język swojej ukochanej. Ta jego miłość tak go zmobilizowała, że po jakimś czasie był już w stanie swobodnie rozczytywać chińskie znaki. W miarę postępu język chiński zaczął go coraz bardziej fascynować - tak, że po kilku latach został nawet wykładowcą chińskiej literatury i zupełnie zapomniał z jakiego powodu zaczął się uczyć tego języka. Teraz był już zakochany w tylko literach. Natomiast zapomniał o sercu. Oddał się zupełnie nauczaniu. Przestał być człowiekiem, który przede wszystkim został stworzony z miłości i do miłości.
Właśnie dzisiejsza uroczystość Przenajświętszej Trójcy odsłania tajemnicę na czym polega prawdziwa miłość. Bóg stwarzając człowieka wypowiedział słowa: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam... Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę." Ale, niestety, człowiek poszedł za swoimi wątpliwościami, które włożył był w jego serce szatan. I ten dramat nieporozumienia wciąż trwa. Człowiek odtąd patrzy na Boga poprzez pryzmat swojej pomyłki - a nie odwrotnie.
Tymczasem Bóg naprawdę kocha i kocha do końca, ale całkowicie w inny sposób niż zwykł czynić to człowiek. Pan Bóg patrzy na swoje oblicze i w ten sposób powstaje Jego Syn. I tym szczęściem i tą radością dzieli się. Wszystko złożył w miłości. Uzależnił swoje szczęście od kogoś Drugiego, w którym pokłada całe swoje upodobanie. Ks. Ludwik Evely pisze w ten sposób: "Ojciec nie zna Siebie w pełni Sam w sobie. Ojciec nie kocha siebie w pełni Sam w sobie. Kocha siebie w pełni dopiero w Synu swoim, który jest jedynym prawdziwym Jego obrazem, promieniowaniem Jego chwały i odbiciem Jego istoty." Taki właśnie jest Bóg na kartach Ewangelii. Nigdy nie sławi Sam siebie, nie mówi o sobie, ale wskazuje na swego Syna: "Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie."
Kiedy człowiek przeżywa prawdziwą miłość - doświadcza tego samego. Ma wielkie pragnienie, aby podzielić się tym wszystkim co przeżywa. To dlatego matka na pytanie: Jak się pani miewa? - od razu odpowiada, że Piotr zdrów, Ania to..., a Zosia tamto... Bo to co w niej najbardziej żywe - to są jej dzieci. W nich mieści się całe jej życie. Tylko one są dla niej najważniejsze. W nich złożyła swoje upodobanie.
Bóg mówi: Popatrzcie na mojego Syna - a będziecie szczęśliwi tak jak ja. To jest echo z nad Jordanu, z nad góry Tabor: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie." I to jest cała religia. Kiedy kapłan po konsekracji podnosi Ciało Bożego Syna Bóg Ojciec mówi: To jest mój Syn. Popatrzcie na mojego Syna, a będziecie szczęśliwi. Kiedyż wreszcie odważę się wyjść z ciasnego horyzontu mojego egoizmu? Bo jak wygląda na przykład moja modlitwa? Czy nie obraca się tylko i wyłącznie wokół moich spraw stając się przeciwieństwem prawdziwej modlitwy?
Pan Bóg zaprasza człowieka w krąg Bożej Rodziny - a człowiek nie wierzy, żeby tak było można bez żadnej zasługi, bez żadnej zapłaty? Pismo święte bardzo wyraźnie mówi, że jeden jest Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także i my jesteśmy.
Św. Jan od Krzyża w swoim poemacie o stworzeniu świata napisał takie oto słowa, które są jakby listem pisanym przez Boga Ojca do swojego Syna Jezusa Chrystusa: "Chciałbym Ci dać Synu miłą Oblubienicę, aby mogła nas tu oglądać w bytu tajemnicy i chleba jeść z tego stołu, którego Ja pożywam i oglądać to piękno, które w Tobie odkrywam, by się ze mną cieszyła. Zaznała tchnienie szczęścia na widok Twej piękności, Twego ze Mną istnienia. Niech się stanie - rzekł Ojciec. Dla Twojej to miłości i przez jedno to Słowo wywiódł świat z nicości."
Po to Pan Bóg stworzył człowieka, aby człowiek razem z Nim mógł oglądać Syna. Jeżeli jestem smutny to dlatego, że nie oglądam Syna. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu czy rzeczywiście adoruję Pana Jezusa? A może to ja chcę, aby Pan Jezus mnie adorował, bo bez przerwy mówię swój monolog i tylko o sobie i tylko o swoich sprawach. Nie inaczej jest przy spowiedzi kiedy klękam przed Chrystusem w osobie kapłana. Znowu tylko użalanie się nad sobą poprzez ustawiczne dreptanie w jakimś zaplątaniu się we własnym egoizmie.
A tymczasem w Ewangelii według św. Jana Pan Jezus wyraźnie podaje główny motyw swojego pójścia na ukrzyżowanie: "Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. Wstańcie, idźmy stąd!" I rozpoczyna się Ogrójec, męka a potem śmierć. Od tamtej chwili trwa nieustanna Msza, na którą jestem zaproszony, aby być jej świadkiem. Wchodzę więc w progi kościoła i czynię znak krzyża: w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - to znaczy wchodzę w tę przestrzeń, w której tętni prawdziwe Życie pomiędzy Jedynym Bogiem w Trójcy Jedynym prawdziwym.
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Dz 2,1-11):
Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? - mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 104,1.24.29-31.34):
REFREN: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię
Błogosław, duszo moja, Pana, *
o Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie, *
ziemia jest pełna Twych stworzeń.
Gdy odbierasz im oddech, marnieją *
i w proch się obracają.
Stwarzasz je napełniając swym duchem *
i odnawiasz oblicze ziemi.
Niech chwała Pana trwa na wieki, *
niech Pan się raduje z dzieł swoich.
Niech miła Mu będzie pieśń moja, *
będę radował się w Panu.
SEKWENCJA
Przybądź Duchu Święty,
Ześlij z nieba wzięty
Światła Twego strumień.
Przyjdź, Ojcze ubogich,
Przyjdź, Dawco łask drogich,
Przyjdź, Światłości sumień.
O, najmilszy zgości,
Słodka serc radości,
Słodkie orzeźwienie.
W pracy Tyś ochłodą,
W skwarze żywą wodą,
W płaczu utulenie.
Światłości najświętsza,
Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze.
Bez Twojego tchnienia,
Cóż jest wśród stworzenia?
Jeno cierń i nędze.
Obmyj co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę.
Nagnij, co jest harde,
Rozgrzej serca twarde,
Prowadź zabłąkane.
Daj Twoim wierzącym,
W Tobie ufającym,
Siedmiorakie dary.
Daj zasługę męstwa,
Daj wieniec zwycięstwa,
Daj szczęście bez miary.
Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych
i zapal w nich ogień swojej miłości.
DRUGIE CZYTANIE (Ef 1,17-23):
Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: "Panem jest Jezus". Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem.
EWANGELIA (J 20,19-23):
Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.
KOMENTARZ
Rozważając dzisiejszą uroczystość Zesłania Ducha Świętego na apostołów nie sposób nie zauważyć jak wielkim wrogiem wolności jest strach. Przecież ci biedni apostołowie zanim otrzymali obiecanego Pocieszyciela naprawdę byli przerażeni. Kiedy przychodził do nich Zmartwychwstały Pan, musiał przedostawać się przez zamknięte drzwi. Bo oni bali się, żyli w strachu, w zabarykadowanym wieczerniku - "z obawy przed Żydami". I gdyby nie zstąpienie Ducha Mocy, jak zauważa ks. Pasierb, chrześcijaństwo do dziś pewnie nie opuściłoby wieczernika. Ale ich strach był realny, bo sytuacja była naprawdę dramatyczna. Poza wieczernikiem świat był okropny. Powstawanie Kościoła odbywało się w bardzo niesprzyjających warunkach. Sam Założyciel właściwie przez całe życie był śledzony, inwigilowany aż w końcu został przybity do krzyża, który to rodzaj śmierci był przeznaczony dla najgorszych złoczyńców. A dziesięciu Apostołów czyż nie podzieliło męczeńskiej śmierci swego Mistrza? Łatwiej jest ludziom starszego pokolenia, którzy przeżyli deportacje, obozy, ale i młodszym, których nie ominął stan wojenny zrozumieć życie pierwszych chrześcijan. Każdego dnia dotykało ich prześladowanie, dyskryminacja, aresztowania i męczeńska śmierć. Tego świat wtedy i dziś pojąć nie może w jaki sposób przetrwała ta maleńka garstka. Wspomniany ks. Pasierb w książce "Czas otwarty" tak opisuje początki Kościoła: "W tym czasie zostały spisane Ewangelie i Dzieje Apostolskie. Czy w tych księgach odbiła się owa dramatyczna, najzupełniej wyjątkowa sytuacja? Czy jest w pismach Nowego Testamentu atmosfera zagrożenia, klimat getta, psychoza oblężonej twierdzy, czy jest w nich zaciekłość, jakże pożyteczna w walce? Czy poza opisem zabarykadowanego wieczernika - zabarykadowanego do momentu zstąpienia Ducha Świętego, bo od tej chwili Kościół otwiera się na świat - znajdziemy w Nowym Testamencie jakiś symbol stanu oblężenia? Czyż wszystkie te księgi nie oddychają świeżym powietrzem otwartych na przyszłą historię przestrzeni? Czy nie są dokumentem wolności, pogody, nadziei? Oblany morzem niezrozumienia, wrogości, czy nawet otwarcie prześladowany, Kościół poniósł w świat dobrą nowinę, która miała z niego uczynić wyspę wolności."
Apostołowie po otrzymaniu Ducha Świętego stali się nowymi ludźmi. Próbując zrozumieć tę przemianę, tym samym dotyka się tajemnicy. Właściwie dotyka się jej za każdym razem widząc działanie Bożego Ducha przemieniającego indywidualnych ludzi i całe wspólnoty. Jean Vanier jest człowiekiem, który odczytał swoje powołanie w niesieniu pomocy szczególnie ludziom umysłowo chorym, aby mogli odnaleźć moce Ducha w ich zranionych sercach. Jego wspólnoty powstają nie tylko we Francji, ale bardzo wielu krajach. Kilka lat temu zorganizował pielgrzymkę do Lourdes pod hasłem: Wiara i Światło. Wzięło w niej udział 12 tysięcy ludzi. 1/3 to byli ułomni. Reszta towarzyszyła jako przyjaciele, pomocnicy. W Wielkanocne popołudnie odbyła się wielka celebracja na placu przed bazyliką. W prezentacji brali udział ludzie z różnych wspólnot - biedni, słabi, na wózkach inwalidzkich, idący z wielką trudnością niosąc przeróżne swoje rany i kalectwa. Ale wszyscy, prawie wszyscy byli uśmiechnięci, wiwatujący, albo wykrzykujący swoją radość. Następnego poranka operator telewizyjny zapytał Vaniera: "Jak to możesz wytłumaczyć? Mam świetną pracę. Mam pieniądze. Ale oni mają coś, czego ja nie mam. Oni mają radość". Na co Vanier odpowiedział: "Kamień, który budujący odrzucili stał się kamieniem węgielnym. Ci, których społeczeństwo odrzuciło stali się dobrymi kamieniami, aby zbudować nową wspólnotę, wspólnotę miłości i radości". Jean Vanier zobaczył cud przemiany ludzkich serc. Ludzie zmieniają się, jeżeli potrafią wyrzucić z siebie wstyd, poczucie winy i strach. Zmieniają się, kiedy jest im dana nadzieja. Zmieniają się, kiedy odnajdą kogoś, kto się nimi zainteresuje i w nich uwierzy. Przede wszystkim zasadnicza zmiana następuje w momencie, kiedy zostają obdarowani miłością. Wtedy wychodzą ze swojej skorupy i zaczynają rosnąć. Odnajdują w sobie tyle energii, mocy, które przecież w nich były - tylko ukryte, a oni o tym nie wiedzieli. Jest to coś wspaniałego zobaczyć cud ludzkiej przemiany. A jeszcze wspanialszym jest doświadczyć tego cudu. Być może to jest jedyny prawdziwy cud.
Przemiana apostołów w dzień zesłania Ducha Świętego była wypełnieniem obietnicy Jezusowej. Nagle doświadczyli Jego miłości w sposób zupełnie nowy i poznali, że On, ich Mistrz, ma do nich zaufanie. Zstępujący Duch rozpoczął dzieło najbardziej sensowne, bo najważniejsze. To już nie byli zastraszeni ludzie, ale świadkowie zmartwychwstałego Jezusa gotowi, aby głosić Dobrą Nowinę. Jak zmarznięta ziemia, która nagle w słoneczny, wiosenny dzień zaczyna na nowo swój żywot. Wydarzenie w dniu Pięćdziesiątnicy było obaleniem wieży Babel. Nagle ludzie słysząc swój głos rozumieli się nawzajem. Każdy usłyszał swój własny język.
Jestem ochrzczony, jestem bierzmowany. Mam w sobie niezatarte znamię. Ale czy przeżyłem już swoje zesłanie Ducha Świętego? Skutki grzechu pierworodnego najbardziej uwidaczniają się w życiu zbiorowym, dlatego podczas Eucharystii w imieniu całej wspólnoty proszę, aby Bóg "dał nam swego Ducha, aby została usunięta wszelka przeszkoda na drodze do zgody i aby Kościół jaśniał pośród ludzi, jako znak jedności i narzędzie pokoju". "Niech Twój Kościół będzie żywym świadectwem prawdy i wolności, sprawiedliwości i pokoju, aby wszyscy ludzie otworzyli się na nadzieję nowego świata".
ks. Marian Łękawa SAC
+
PIERWSZE CZYTANIE (Dz 1,1-11):
Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie - /mówił/ - Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.
PSALM RESPONSORYJNY: (Ps 47,2-3.6-9):
REFREN: Pan wśród radości wstępuje do nieba.
Wszystkie narody klaskajcie w dłonie, *
radosnym głosem wykrzykujcie Bogu,
bo Pan Najwyższy straszliwy, *
jest wielkim Królem nad całą ziemią.
Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków, *
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie, *
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.
Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi, *
hymn zaśpiewajcie
Bóg króluje nad narodami, *
Bóg zasiada na swym świętym tronie.
DRUGIE CZYTANIE (Ef 1,17-23):
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.
EWANGELIA (Mt 28,16-20):
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
KOMENTARZ
Nastrój melancholii i smutku jest bardzo wyraźny w liturgii wielkanocnych niedziel. Święto Wniebowstąpienia Pańskiego ukazuje postać odchodzącego Chrystusa na tle obłoku i wiosennego błękitu. Apostołowie pewnie długo by patrzyli w górę, gdyby nie przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. Nie było łatwo zejść z góry Oliwnej. Tak niedługo cieszyli się Zmartwychwstałym Panem. Pan Jezus przygotowywał ich na chwilę odejścia: "Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was".
Ból rozstania, być może, pomógł im lepiej "trwać jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, matką Jezusa, i braćmi Jego"?
Każdego roku Kościół wchodzi w tamten Wieczernik. Wchodzi z tamtą dziewięciodniową modlitwę, aby nadal trwać razem z Maryją.
Mówimy - Królowa Apostołów. Bo Ona, jak wskazuje Konstytucja Dogmatyczna o Kościele, "z racji daru i roli boskiego macierzyństwa, dzięki czemu jednoczy się z Synem Odkupicielem, i z racji swoich szczególnych łask i darów związana jest głęboko także z Kościołem".
"Maryja, która wkroczywszy głęboko w dzieje zbawienia łączy w sobie w pewien sposób i odzwierciedla najważniejsze treści wiary, gdy jest sławiona i czczona, przywołuje wiernych do Syna swego i do Jego ofiary oraz do miłości Ojca".
Przesuwam więc paciorki różańca kontemplując słowa Jej Syna, który mówi do swojego Ojca o sprawach niezmiernie ważkich i głębokich. A te Jezusowe słowa dotykają każdego człowieka osobiście. Dotykają więc i mnie. My wszyscy należymy do Ojca, który dał moc swojemu Synowi nad każdym człowiekiem po to, aby obdarzać każdego człowieka życiem wiecznym. "A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa".
"Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał".
Czy rzeczywiście uwierzyłem już, że ja człowiek, biedny, grzeszny, jestem obdarzony godnością domownika w Bożym Domu? Zbyt często zapominam, że za ceną Jezusowych Ran zostałem przygarnięty. Wtedy moje życie nie staje się darem, bo nie odczuwam Bożej bliskości. Bóg, który mnie pierwszy ukochał - otrzymuje z mojej strony wciąż tylko bladą, nieuważną i słabą odpowiedź w porównaniu do tego, co On odczuwa.
Tu przyłapuję się, że można poprzestać na łatwym stwierdzeniu: Bóg kocha ludzkość. Nie wymaga to żadnego wysiłku i nic z tego nie wynika. A chodzi przecież o to, aby uwierzyć tak naprawdę, na serio, tak całkowicie, że Boża miłość jest prawdziwa, żywa, skierowana osobiście do mnie, skoro nawet taki maleńki szczegół nie jest Mu obojętny, jaki znajduję w Ewangelii według św. Łukasza, że "nawet włos z głowy waszej nie spadnie, by Ojciec o tym nie wiedział".
Czytając rozważania ks. Ludwika Evely na temat źródeł naszego braterstwa natrafiłem na taki tekst: "Bóg cię kocha - właśnie ciebie. Obchodzisz Go osobiście, do szaleństwa, ciągle. Bóg znajduje w tobie Swą radość, jesteś Mu potrzebny, twoje serce Go cieszy, twoja obojętność zasmuca, twoje smutki Go przejmują. Jest bez ustanku z tobą, pełen wyczekiwania, dumny z ciebie lub martwiąc się tobą".
A w Dzienniczku św. Faustyny ile razy Jezus mówi, jak bardzo pragnie dawać najwięcej i daje tym, którzy tego pragną. Ile tu trzeba mieć pokory, szczerości i świeżości. Powiedzieć bez żadnej obłudy, jedynie z czystej uczciwości, co jest oczywiste, że ja nie jestem godzien miłości, ale równocześnie, żeby być tak prostodusznym, aby uwierzyć, jak bardzo jestem ukochanym.
Ten skarb Bożego dotyku odkrywa się zazwyczaj wtedy, kiedy decyduje się na odwagę i zaczyna kochać innych. W ten sposób Bóg wciąga mnie w swój rytm i już drugi człowiek przestaje być mi obojętny.
Przepiękny jest tekst Claudela: "Żadnego z naszych braci, choćby tego chciał, nie może zabraknąć wśród nas. Nawet w najtwardszym skąpcu, nawet w prostytutce i w najbrudniejszym pijaku znajduje się dusza nieśmiertelna, która jest święcie zajęta oddychaniem i która, wykluczona z jasności dnia, praktykuje nocną adorację. Słyszę jak mówią, gdy my mówimy, a płaczą, gdy ja klękam. Przyjmuję wszystko. Biorę je wszystkie, rozumiem je wszystkie, nie ma ani jednej, której bym nie potrzebował i bez której byłbym zdolny obyć się. Wiele jest gwiazd na niebie, ich liczba przechodzi wszelką możliwość jej wyczerpania, a jednak nie ma ani jednej, która nie byłaby mi potrzebna do chwalenia Boga. Dużo jest żyjących, a spośród nich tylko niewielu czymś w życiu zabłyśnie, podczas gdy inni miotają się w chaosie i w wierze ciemności. Dużo jest dusz, ale nie ma ani jednej, z którą nie byłbym złączony w tym jej świętym szczycie, który wymawia: Ojcze nasz".
Pogodzić się, że odblaski Boga odnajduję w biednych istotach, tak jak inni mogą je znajdować we mnie. Jest to ciągłe przyjmowanie tej gorszącej tajemnicy, ponieważ Bóg zechciał posługiwać się ludzkimi rękoma. W tym poznawaniu i zespalaniu widoczne jest dzieło Bożego Ducha. Oby nas przeniknęło swoim światłem.
Wołam więc z Wieczernika wraz z całym Kościołem trwającym na modlitwie:
Przyjdź Duchu Święty!
ks. Marian Łękawa SAC